środa, 16 września 2026

Na życzenie, w porzeczkach pożyczona życzliwa narzeczona.

 

Stojąc na przystanku podziwiam wronę, a dokładniej jej zapędy spacerowe. Łazi sobie toto, jakby coś ją w kroku uwierało – niemal boli od patrzenia. Tak mógłby chodzić pijany marynarz po upojnej nocy w porcie. Na wyłysiałym klombie łowię upadłe kasztany. Łowię, bo lubię ich gładką, brązową skórkę i absolutnie nie jest to rasistowskie, czy seksistowskie spostrzeżenie.


Poczułem lekki niepokój, gdy w moją stronę zmierzał gość nieogolony, który na czubku głowy wyłysiał zapewne przedwcześnie, a tors okryty miał (chyba) cielistą bluzką. Może to wpływ dwóch brodaczy meandrujących deptakiem w centrum Miasta, z dłońmi splecionymi jakby właśnie negocjowały intymność gdy tylko obcy stracą ich z oczu.


Na koniec tablica D0 GREAT.


Ponoć ocenianie ludzi jest złe, ale kto i w jakim celu zasiał w ludziach ów ferment, trudno wykryć. W czasach, gdy tak łatwo zamieszać we łbach i sprowadzić nawet niewinność na ścieżkę rozpusty, gdy demagogia nagina definicje słów usiłując tolerancję zrównać z akceptacją i wymusić zachwyty nad nienaturalnym zachowaniem/działaniem/ideą, gdzie każdy rości sobie prawa do oryginalności, odcina pępowinę biologiczną i usiłuje stać się poprawioną jednostką wolną od wad wegetacji, przenieść życie w świat cyfrowy i tam dokazywać bezkarnie, będąc tym-co-sobie-akurat-wymyślił-na-potrzeby-zewnętrza.


Każdy jest inny, ma inne potrzeby towarzyskie i system intymnych wartości, które trudno zdefiniować czy zunifikować. Poprawność polityczna, czy jakakolwiek inna, to bzdura, jaką usiłuje się zaszczepić ludziom Bóg wie po co. Wszyscy oceniają i każdy jest oceniany, choć mało kto ma odwagę oficjalnie przyznać, że są jednostki, które podobają mu się bardziej i takie, które są z zupełnie innego świata. Wygodnie mieć jasne kryteria, żeby unikać rozczarowań i tracić energię na udowodnienie sobie, że jednak każdy jest „dobrym człowiekiem i zasługuje na szansę”. Fakty?


Na świecie jednocześnie żyje mnóstwo ludzi, a każdy jest niepowtarzalny – fakt pierwszy.


Prawdopodobieństwo potkania większości z nich jest tak bliskie zeru, że nawet optymista pod wpływem trunków rozluźniających bezpiecznie może przyjąć zerową wartość – fakt drugi.


A nawet gdyby, to ze zdecydowaną większością nie ma szans się dogadać z powodu braku wspólnego języka – fakt trzeci.


Napotkane osoby często będą znajdowały się na odmiennym poziomie rozwoju emocjonalnego, fizycznego i psychicznego, co stworzy barierę uniemożliwiającą nawiązanie satysfakcjonującej obie strony relacji – fakt czwarty.


Niektórych nie polubisz od pierwszego wejrzenia, inni nie polubią ciebie – nieprawda, że można kochać wszystkich, chyba, że się jest Chrystusem, a i On nie mógł liczyć na wzajemność – fakt piąty.


Można poznać skończoną liczbę osób, a dołączenie do kolekcji kolejnej, wymagać będzie wypchnięcia z głowy kogoś z już tam siedzących – przynajmniej tak wyczytałem – powiedzmy, że to nie fakt, choć podskórnie utożsamiam się z koncepcją, by nosić w pamięci małe stado, ale już nie chmarę, czy ławicę.


Mając takie ograniczenia poznawcze jak na wstępie – nie można zbliżyć się do wszystkich. Lepiej skupić się na detalu i nie marnować czasu (własnego i tej drugiej osoby) na nawiązywanie nierokującego kontaktu.


Pogodzenie się z faktami skutkować powinno skupieniu się na tych kilku ważnych ludziach, z którymi zwyczajnie jest po drodze. Owszem, można rozważyć i dać szansę obcym, ale tylko jedną. Druga, to już będzie nieuzasadniona rozrzutność. A osoby, z którymi już nam nie po drodze, choć przez jakiś czas „było fajnie”? Heraklit zza grobu grozi palcem i przypomina, że dwa razy do tej samej wody się nie wejdzie, bo panta rhei! Nadstawianie drugiego policzka, to już późniejsza idea, która wnosi powiew świeżości, ale co pozwala osiągnąć, tego już nie wymyśliłem.


Z szacunku dla ludzi (ach! Jaki ze mnie rozbuchany altruista) i siebie (och! I do kompletu narcyz-egoista) już na poziomie podświadomości pozwalam sobie oceniać wszystko co widzę i szacować, czy warto angażować energię, by zrobić krok w stronę Nowego. Ryzykować poznanie, czy pozostać w błogiej nieświadomości hipotetycznej straty? Niech będę ksenofobem, ale szczerym, zamiast fałszywym przyjacielem ludzkości. Nie potrafię. Umiem kolaborować z własnym stadem, ale z populacją już nie. I podobnie traktuję przedmioty, czy zajęcia - zarówno fizyczne, jak i intelektualne. Wiem, mały ze mnie człowiek – ja lubię o sobie myśleć KAMERALNY. Nie od kamery, tylko od wąskiego grona koneserów zbieżnego działania/myślenia. Globalnie jestem stracony – zaściankowy, niszowy, bez większego strategicznego znaczenia dla świata, odporny na wezwania zewu krwi. A gdy już to napisałem, spostrzegłem, że coraz trudniej przychodzi mi wymyślić sztandar, pod który zaciągnąłbym się gnany chęcią zmiany. Konserwatyzm, to podobno domena starych ludzi. Czas zerknąć w lustro, czy aby zanadto mnie nie postarza!

3 komentarze:

  1. Uprzyjmnie donoszę,
    że przeterminowane stare konserwy zafasowane z poprzedniego przydziału jeszcze nie zardzewiały!
    Nie rzucim ostatniej konserwy(porzeczkowej)na pożarcie byle szwejom z nowymi otwieraczami marnej marki.
    Niech sztandar nam trzepocze i prowadzi ku!
    Tak nam, jak i wam..., niech!
    Bastion i bunkier marsowo zaminowane.
    lustra czekają na drugi policzek.
    pożyczona narzeczona porzucona i wykorzystana jako zastaw pod pożyczkę. Sejf zaszyfrowany, pusty.
    no.
    Osesek


    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to czas zerknąć w lustro?To znaczy,że nigdy nie zerkasz?Czy zawsze jesteś Alicją po tej drugiej stronie?Popieram Oseska,trzeba się zaminować i zabunkrować,tylko po co szyfrować sejf skoro pusty?:)Nie każdą metaforę zresztą pojmuję...Ogólnie nie ma się co przejmować ludźmi,w większości rozczarowują,bardzo rzadko oczarowują.Brać od nich to,co potrzebne,dać im to ,co jest im potrzebne,grać takimi kartami jakie dokładnie rozdał los.Brak uzależnienia od ludzi daje wolność.Z kolei kompletny brak atencji z ich strony niepokoi.Gdzieś jest ten złoty środek.Między szacunkiem a narcyzmem.Między altruizmem a egoizmem.Chodzić sobie jak ta wrona rozkraczona,by nie stracić równowagi.Ewa

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój zamek - moja twierdza... I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie ten układ krążenia, do którego jesteśmy podłączeni wszyscy, zwany układem słonecznym lub bliższa zależność- od planety Ziemi i tego co w populacji rozmaitości zachodzi..
    Niektórzy o tym próbują zapomnieć, inni -nie myślą, śpią, pozostali ...liczą na cud i zmartwychwstanie lub jest im wszystko jedno...bo jedyne co mogliby stracić, to ...,,swój nieszczęśliwy los,,

    OdpowiedzUsuń