piątek, 16 października 2026

Ostrożna.

 

Masowała mój brzuch, bynajmniej nie usiłując wprowadzić mnie w stany ekstatyczne, wymykające się opisom z definicji napiętnowanym sztampą, wulgarnością, albo banałem. Nie. Ona pielęgnowała we mnie Istotę, a ta wciąż nie miała świadomości – ani siebie, ani mnie, ani (tym bardziej) jej.


Ja? Byłem już skazany. Właśnie oswajałem się z myślą, że stanę się magazynem energii dla rozwijającego się we mnie Życia. Ona, niejako organicznie uwarunkowana nie zamierzała przepraszać, że jest-jak-jest. Cierpliwie czekała, aż pasożyt przystąpi do działania.


Najwyraźniej nie dowierzała mi. Gdyby narybek był zdolny do konsumpcji, darłbym się w niebogłosy, nim wątroba, albo serce zostałoby naruszone pierwotnym głodem Istoty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz