sobota, 10 lutego 2024

Kołomyja.

 

    Pani hojnie objuczona kobiecością (widać, że rodzice nie skąpili materiału na córeczkę) usiłowała ukryć bogactwo skromnością czerni, jednak raczej się nie udało. Chwilę później zaczyna mnie prześladować wizja niewidomego, któremu koncern informatyczny funduje kamery wszczepione w oczodoły i korzystające z bioprądów układu nerwowego. Gość widzi nawet w podczerwieni i nadfiolecie. Aplikacja sterująca kamerami aktualizowana jest późną nocą, kiedy użytkownik powinien smacznie spać. Producent nigdy nie był przesadnie uczciwy i za swoją dobroczynność postanowił ściągnąć obrazy z kamer bez wiedzy patrzącego. Przeszło. Rozzuchwalony proponuje rządowi dostęp do obrazów i ich modelowanie zgodnie z życzeniem. I tak cyborg zaczyna widzieć wyłącznie to, na co rząd ma ochotę pozwolić a resztę kryją reklamy i wirtualna rzeczywistość. Jakość widzeń, pełna komercja… brrr!

 

    Żywopłoty „ukwiecone” śmieciami, których nie tyka żadna sprzątaczka, czy ogrodnik zniesmaczają mnie dodatkowo. Pan w sztormiaku oczyszczał przedpole banku traktując szczotkę jak młotek i ubijał nią śmieci w wiaderku.

 

    Pani nienormatywnie wysoka niosła na ręku małego, kudłatego pieska – wyraźnie obawiała się puścić go na chodnik, żeby nie zmienił się w mopa uświnionego po czubek nosa. Pani nosiła spodnie o jakieś piętnaście centymetrów za krótkie – nie wiem, czy zimno i wilgoć je tak skurczyły, czy też w sklepach nie mieli nogawek wystarczającej długości na ową szczupluteńką i wysoką istotę.


    - Kurczak, to kura, która się skurczyła? Taka kurka-miniaturka, z japońska zwana bonsai? Karzełek, względnie pokurcz, jak mawiają z pogardą królowie życia?


    - Idąc tym tropem, krowi samiec w miniaturze, stałby się skurczybykiem. Jednak nie rozpędzajmy się – skurcz może okazać się mężem skóry.

piątek, 9 lutego 2024

Filozof chodnikowy.

 

    Kosy coraz śmielej rozśpiewują ciemność, elektrociepłownia dyszy strumieniem mleka, dwururką sprawnych kominów rozrzedzając mrok. Ulice zalane powodzią miękkich, sodowych świateł wspinających się na elewacje budynków, które dawno już przeżyły swoich budowniczych. Rzeka wciąż gęsta, niechętna do rozmów, przewalająca się przez Miasto niczym zepsuty budyń. Bez uzasadnienia wędruję ścieżkami nieoczywistymi, idąc wciąż w tym samym celu, lecz wiecznie zmieniając drogę, aby nie popaść w rutynę. Chyba brakuje mi spontaniczności, ale może to tylko moje sentymentalne wspomnienie z czasów, kiedy każde skrzyżowanie było alternatywą dla różnych możliwości na niebanalne napoczęcia dnia. Dlaczego tak trudno iść w bok od tego „dorosłego” przodu? Od celu, który po prostu musi sprofanować entuzjazm i skazić fatamorgany realizmem życiowych konieczności? Umiałem być nieoczywisty. Na pewno. Nie wiem, czy wciąż potrafię. Raczej chcę.

czwartek, 8 lutego 2024

Ekstrakt o niewymuszonej kastracji.

 

    Dysponował płcią tak skromną, że w kępce włosów łonowych nikła, jak młody remiz w gnieździe. Aby uniknąć kompromitacji w sytuacji intymnej, regularnie depilował ciało we wrażliwych okolicach. Wszystko było z grubsza ok, do czasu, gdy zamyśleniu wystrzygł się idealnie – łącznie z męskimi insygniami.

Ach te baby.


    Czy faceci noszą legginsy? Eeee… Chyba nie. Może jedynie tacy, co potrafią założyć na grzbiet kurtkę z kapturem obszytym futerkiem nieistniejącego zwierzaka, albo podobni do gościa siedzącego na schodkach przed galerią miejską w czapeczce z warkoczykami. Istotę o płci utajonej zakwalifikowałem do zbioru kobiecej populacji wyłącznie ze względu na legginsy okrywające (hmmm – raczej przytulające się) kształty powodujące westchnienia wśród dopełniających ów zbiór samców. Nim otrząsnąłem się z widzenia oraz wizji zachwytu kto-wie-czy-nie-męskim tyłkiem pojawiła się kolejna istota okryta na wzór współczesnego trapera – surwiwalowca z talentem odnajdującego się w nieprzychylnym świecie. Talent poznałem po cielesnym dostatku. Głębsza obserwacja wykazała u osobnika drobne inklinacje w kierunku żeńskiej części społeczeństwa.


    Po dwóch widziadłach mieszających mi w głowie niepokojącą nieokreślonością, zawiesiłem spojrzenie (lekko, jak latawiec babiego lata) na kobiecie „plus size”, udowadniającej swoim istnieniem, że delikatność nie musi być filigranowa i może mieścić się w zdecydowanie większym gabarycie.

wtorek, 6 lutego 2024

Na dobry początek - test wyboru.

 

    Wełniana czapka, szal, którym bez specjalnego wysiłku można przykryć Jeziorak, zimowa kurtka plus kozaki. Co uzupełnia damską garderobę?


    a) dżinsy z dziurami, przez które sprawny położnik odebrałby poród.


    b) rajtuzy, zwane obecnie legginsami, ważące z grubsza tyle, co listek figowy i „kryjące” równie wiele (to wyjaśnia permanentną depilację od pępka w dół – każdy włosek bez problemu przedarłby się na świeże powietrze).


    c) obie możliwości są równie wysoko prawdopodobne, a ewentualne odchylenia na korzyść (?) jednej z nich mogłaby zważyć wyłącznie ślepa Temida.


    d) czas najwyższy zmierzyć sobie temperaturę, ewentualnie na kozetce psychoanalityka wyznać skrywane tęsknoty erotyczne, bo widziane mamidło jest zwyczajnym mirażem, ucieleśnieniem nastoletnich fantazji umęczonej maltretowaniem własnej płci bez wsparcia zewnętrznego.


    Motorniczy za przednią szybę dyskretnie wsunął wyznanie: Tramwaj awaryjny. Wsiadłem mimo to – również nie jestem idealny.


    Wiatr wywija parasol na lewą stronę, jakby właśnie tam ukrywać się miało coś godnego zainteresowania. Ludzie karnie stoją na światłach, choć asfaltowe potoki krzyżują się bez udziału samochodów. Nieliczne gołębie, które nie posiadały stałego meldunku pod dachem nasiąkały wodą, przez co ich barwy nabrały życia, zamiast spłynąć i spłowieć. Niewiasta, z wyglądu czarna pantera świeżo po kąpieli, niosła na ramieniu torbę, wyglądającą jak truchło gigantycznej szynszyli. Na ścianie miejskiego szaletu przeczytałem błękitną konstatację: Gówno z człowieka wyjdzie, ale człowiek z gówna nigdy.


    Żółtaczka zalała się żółcią zerkając na osiągnięcia żółtka.

sobota, 3 lutego 2024

Ekstrakt o sile macierzyństwa.

 

    Jesteś Dzielna i musisz taką pozostać do końca – mówiła do siebie, usiłując ukryć strach. Wiedziała, że gdzieś tam, w dole, czai się Dzielnik, że w końcu nadejdzie niosąc na łbie kreskę ułamkową. Musiała tylko na nią wskoczyć, jeśli marzyła o dziecku. Obiecała sobie, że synowi da na imię – Iloraz.

Piątkowy przedświt.

 

    Wydma, to największa na świecie wydmuszka?


    Dziewczyna wracała skądś w pośpiechu uzasadnionym strojem. Wiatr bezlitośnie dobierał się do jej ciała okrytego górą koronkową bluzeczką i ramionami splecionymi na piersiach. Pewnie wydarzyło się coś złego, każącego wracać z zaciętą miną do domu, by dopiero tam wypłakać nieszczęścia.


    Nad Rzeką siedział chłop, który na mój widok zaczął reklamować własne pragnienie. Zignorowałem go, gdyż nie miałem słomki, żeby mógł wciągnąć Rzekę detalicznie i dystyngowanie. Chyba był przyzwyczajony do nieskuteczności elokwencji, bo beznamiętnie przepakowywał dobytek poczynając od pomarańczowego szaliczka bodajże z moheru.

czwartek, 1 lutego 2024

Ekstrakt o rzeźbieniu wartości oczekiwanej.

 

    - Czym mogę służyć – zapytał materialistycznie zorientowany chirurg plastyczny.


    - Proszę ze mnie wydłubać skalpelem małą, zgrabną dziewczynkę okrągłą wyłącznie tu i tam, a resztę wywalić na śmietnik.


    - Da się zrobić, ale dopiero po uiszczeniu przedpłaty adekwatnej do bieżącej sylwetki.

Ekstrakt o niemal idealnym, matematycznym małżeństwie.

 

    W sumie nie widać różnicy, czy się mnożą, czy raczej dzielą po równo. Całką... Całkiem.

Uśmiechając się półgębkiem.

    Krucha blondyneczka, obwieszona mnogością niezbyt ciężkich tobołków ciężko dyszała stojąc na przystanku. Kiedy jednak nadjechał autobus wsiadła rączo i błyskawicznie skolonizowała miejsce siedzące. W tłumie czarno odzianych ludzi pojawił się beżowy akcent. Smukła, żeby nie powiedzieć wysokopienna blondynka wyglądała jak szparaga rzucona na węgle. Od razu powiem, że rodzaj żeński szparagi jest absolutnie nie do ruszenia i o pomyłce/błędzie mowy być nie może. Abstrahując sezon grillowy zimą, to lekko naciągana hipoteza. Przez okno oglądam malowaną sprayem reklamę miejscowego klubu piłkarskiego wymalowaną na ścianie kwiaciarni, choć brzmi niezwykle dwuznacznie – kwiaciarnia przylega do jednego z mniejszych, lokalnych cmentarzy.