Miasto smutne, zgaszone, wciąż napiętnowane liszajami z dawno minionej wojny. Szczerzą się zęby z wielkiej płyty – szczytowego osiągnięcia peerelu. Nawet wierzby płaczą, bo nie ma im kto sukienek porównać od dołu i stoją obszarpane jak niechciane dzieci na skrajach dróg, tuż za krawężnikami. Rekultywowane wysypiska śmieci kuszą wrony, kołujące nad nimi i pamiętające wciąż, że to była jedna z większych stołówek w okolicy. W lustrach polerowanego kamienia odbija się granatowo-szare niebo.
Rosnąca na skrzyżowaniu daglezja monitoruje poziom smogu i z obrzydzeniem odchyla się w stronę Rzeki – burej, bo niosącej wiosenne śmieci z gór. Jakaś parka zgodnie przebiega skrzyżowanie ignorując kolor świateł i śledzi mnie wytrwale, więc przyspieszam nasłuchując, czy wystarczy im kondycji i uporu. Wreszcie spokój. Narcyzy kolonizują trawnik, na którym wcześniej rozpanoszyły się krokusy i nawet psie szczyny im nie przeszkadzają w natarciu. Mijam kobietę w czerni poszukującej w niej głębi, która zdoła ją wyszczuplić, lecz nadal bez sukcesów, choć ledwie ją widać na asfaltowym chodniku. Dumam nad istotą żywopłotu osłoniętego z jednej strony ścianą z kamienia, a z drugiej słomianką. Żywopłot przycięty jest tak równiutko do słomianki, że widać go jedynie z góry. Albo zza muru.
- Napalm, to defoliant do tępienia palm?
- A w dwujęzycznych szkołach świeżo przyjętym uczniom rozdwaja się języki? Jak wężom?
"Narcyzy kolonizują trawnik, na którym wcześniej rozpanoszyły się krokusy i nawet psie szczyny im nie przeszkadzają w natarciu." - jakie to jest dobre. Mój ulubiony fragment całego wpisu!
OdpowiedzUsuńCzekam na inwazję bratków i plagę stokrotek.
proszę się rozglądać - trawniki są wszędzie.
UsuńMoże nie rozdwaja się języków, tylko są one podwójne same w sobie - że posłużę się Mickiewiczem - jak miecz obosieczny.
OdpowiedzUsuńdwa w jednym - to takie współczesne.
Usuń