Niebo poróżowiało z wysiłku, by napocząć dzień, ale chyba się udało. Rzeka niesie ku morzu zimowe brudy, a z wystawy zerkają z troską na świat drewniane anioły w spłowiałych sukienkach. Aż się uśmiecham na myśl, że tylko męskie cherubinki występują na golasa, a żeńskie obowiązkowo ozdabiają świat w sukienkach. Widać Bogu kobiece ciało nie za bardzo się podoba i kazał się im ukrywać.
Zerkam na dziewczątka, rumiane i pyzate, posiadające na buziach całe gwiazdozbiory w czerni, rzadziej w złocie i dumam, czy to maskowanie pryszczy, czy ozdoba. Chyba wolę jednak podziwiać schody żywopłotowe, wspinające się do nieba. Irga-tawuła-rokitnik, zaczynają od kilkudziesięciu cm, a kończą na jakichś trzech metrach. Zza żywopłotu wyglądają na ulicę białe topole, jarzębiny i inne drzewa, którym wzrost na to pozwala.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz