niedziela, 8 lutego 2026

Nie całkiem prasówka – wikipediówka.

 

    Usiłowałem zebrać w całość wieści z półwyspu arabskiego i zrozumieć, o co chodzi. I tak mi wyszło korzystając z materiałów z Wikipedii:


    Huti – Jemeńska organizacja polityczna i wojskowa przeciwna zakusom USA, Izraela i Arabii Saudyjskiej. Wojna domowa w Jemenie toczy się o władzę. Obce Jemeńczykom wywiady usiłują skłócić naród i postawić na czele rządu marionetkę przychylną tym właśnie krajom, co spotyka się z protestami, a media podległe zachodnim funduszom wpływają na opinię publiczną, by uzasadnić jakoś mieszanie się obcych w sprawy suwerennego kraju.


    Hezbollach – Libańska partia polityczna, wspierana także przez Syrię. Powstała w wyniku izraelskiej okupacji Libanu dzięki wsparciu Iranu. Absolutnie przeciwna USA i Izraelowi, ale w końcu są u siebie i chcą decydować o własnym losie, a nie dostawać polecenia od prezydenta USA czy szefa Izraela.


    Hamas – jedna z dwóch głównych partii Palestyny. Bronią się przed kradzieżą ich państwa przez Izrael, uważając teren za historycznie arabski, islamski wykluczając możliwość porozumienia, czy trwały pokój z syjonistami i państwem żydowskim.


    Pośród sąsiadów Izraela najciszej jest o Egipcie, jednak i oni borykali się z apetytem Żydów i utracili na dwadzieścia lat półwysep Synaj, który do spółki z Syrią tracącą Wzgórza Golan usiłowali odzyskać.


    Izrael powstał z decyzji ONZ o podziale Palestyny na część arabską i żydowską. Powstanie tego państwa nie zostało uznane przez wiele państw arabskich, co powoduje nieustające konflikty w tej części świata. Korzystając ze zdumiewająco dobrych kontaktów z USA, Izrael coraz śmielej rozrabia w rejonie, a kiedy przestaje sobie radzić, żąda od Wuja Sama wsparcia. Kiedy rzucili się na 93-milionowy Iran, prawie natychmiast okazało się, że „żelazna kopuła”, to raczej durszlak i trzeba było poprosić o pomoc Wielkiego Brata. Praktycznie każdy sąsiad jest atakowany przez Żydów, którzy krok po kroku przekraczają granice, rozszerzając swoje wpływy pod parasolem Wielkiego Brata, a wszelka krytyka ich działań określana jest jako antysemityzm. Apetyt Żydów jest nieskończony, a ich wpływy sięgają tam, gdzie oficjalna dyplomacja nie radzi sobie. To co wyczyniają w „strefie Gazy”, czyli na terenach palestyńskich, nie da się nazwać inaczej jak rasistowską wojną na wyniszczenie Palestyńczyków. Każdy z sąsiadów „dorobił się” zgrabnej łatki - Huti, Hamas, Hezbollach… bo tak łatwiej wmawiać postronnym, że walczą z „ugrupowaniem terrorystycznym”, a nie z całymi narodami broniącymi własnych ziem i wiary. Z sąsiadami. Jeżeli cokolwiek kipi w tamtym rejonie zawsze maczają w tym paluchy przedstawiciele Narodu Wybranego, jak zwykle najmocniej pokrzywdzeni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz