piątek, 6 lutego 2026

Piernik w piekarniku, róża przy różaneczniku.

 

Pani zdawała się żyć w cieniu swojego mężczyzny, choć cień rzucała ciut większy. Ustawiała się konsekwentnie pół kroku przed, czasem za, byle tylko ochronił ją przed światem parawanem swojej niezbyt okazałej męskości. Obok, niczym kulki tiki-taki stała okrąglutka parka, a jeśli łączył ich sznureczek, to musiał być bardzo krótki. Szlachcianka Z Zaścianka postanowiła przetestować podmiejski autobus, nie chcąc fraternizować się z mieszczuchami z peryferii.


Wiaty przystankowe i mury wzbogacone masowo cyrylicą, serwowaną na każdym kroku, przypominają mi węgierski pomysł, aby każdy obcokrajowiec, który dopuści się przestępstwa był karany (oprócz wyroku sądowego) nieodwołalną deportacją. Brak obozów przejściowych i nasza naiwna „gościnność” sprawiła, że do Polski (i Europy) wpuściliśmy mnóstwo szumowin, których teraz Niemcy i Usaki usiłują nam „odsprzedać”. Chroniąc Unię przed (z grubsza) stu tysiącami uchodźców z terenu Białorusi zbudowaliśmy mur lepszy od berlińskiego, a tuż obok miliony NN witaliśmy nie tylko chlebem i solą, ale i przywilejami, na które nas nie stać.


Nóżkę spotykam jak należy – pomiędzy salonami ślubnych kiecek. Trzymam się harmonogramu, co świadczy dobrze o mojej systemowej obowiązkowości. Na śniegu koła samochodu wyrzeźbiły serduszko w trakcie manewrów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz