Niebo zdawało się być niezwykle ciężkie, czekające na pretekst, by spaść na ziemię i nagłą śmiercią ją pokarać. Za to pachniało, czego nie czyni, gdy dzień dojrzeje. Kosy dokazywały na całego korzystając z naturalnego maskowania. Dziewczęta o fałszywych rumieńcach i udach wyćwiczonych na długich dystansach mijały senne sylwetki o bardziej kruchej budowie i mniejszym apetycie na życie. Byczek jadący zapewne na budowę posilał się zeroprocentowym „piwem”, rozcieńczając wczorajsze ekscesy, albo przygotowując organizm na dzisiejsze.
Wracam. Spotykam dwóch gości w identycznych kurtkach. Wychodzą z punktu bukmacherskiego. Jeden kręci głową i mówi – Daj spokój, dwadzieścia wyników i zero trafień? Faktycznie on powinien dać spokój. Chyba, że ten drugi potraktuje wskazania pierwszego jako niemal pewną wskazówkę, co nie przyjdzie – ich szanse w tandemie wzrosną niebotycznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz