Zewnętrze podejrzanie pachnie wiosną. Odwilż w pełni. Piach, suto rozsypany po ciągach komunikacyjnych chrzęści pod nogami. Za murem okalającym osiedle rośnie lipa, piękna nawet zimą. Jej kształtna korona nieodmiennie przypomina mi właśnie lipowy liść, pełen nerwów. Na podwórku przedszkole realizuje się, dokazując radośnie. Aż miło posłuchać, że świat wciąż śmiać się potrafi. Apetyt na świeżą bułkę wygania mnie do piekarni, na opowieści pani o rzednących włosach, trochę gderającej, ale i tak podnoszącej średnią wesołość okolicy. Młode kobiety o zaciętych twarzach chronią się pod karoserie eleganckich samochodów, gdy tylko wykopią lekarstwa, warzywa, względnie odbiorą przesyłki z wielkiego świata. Mruczę mantrę na dziś:
Dostojni stoją w stajni, jazda zajeżdża na zajezdnię, a przechodnie przechodzą przez przychodnię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz