czwartek, 26 lutego 2026

Katorgą kata z Kataru – katar Katarzyny.

 

Parkingi osiedlowe pełne samochodów w brokatowych okryciach. Skrzą się w mdłym świetle latarni i tylko patrzeć, jak zaczną wirować w magicznym tangu. Gołębie szukają sobie miejsca na gzymsach i parapetach, żeby nie przeszkadzać spieszącym do pracy ludziom. Rzeka dymi – musiała się nieźle spocić, tocząc wody z daleka ku Miastu. Komin elektrociepłowni rozsiewa dym snujący się poziomo, malując na niebie pasma nieistniejących, ośnieżonych gór, bacznie obserwowanych przez całą rodzinę zielonych kotów nadstawiających czujnie uszu ze skraju witryny.


    Chłopakowi brakowało wzrostu i zdecydowania. Pierwszy z braków rekompensował butami o bardzo grubych podeszwach, drugim obarczał otoczenia. Szamotał się i kręcił w kółko powodując wokół siebie zawirowania. Niemal co dnia mam okazję obserwować zarówno stare kamienice, jak i nowe budynki. Te sprzed wieku są po prostu zachwycające, choć czasem zaniedbane i noszące ślady odległej wojny. Za to nowe, to istne straszydła – czarne, czy szare placki, zardzewiałe blachy, wszechobecne polerowane kamienie i lustra układane wprost na goły beton. Obrzydlistwo polerowane tak, że zwielokratnia słońce oślepiając przechodniów bez potrzeby. Kwitnące leszczyny sugerują wiośnie większe zaangażowanie i obligują do działania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz