wtorek, 28 kwietnia 2026

Relacja na żywo.


    Ludzie stoją na przejściu dla pieszych, a czerwone światło nie zamierza zmienić się na zielone. Po jednej stronie ulicy między cywilami stoi wściekły policjant, więc nikt nie pcha się na jezdnię, choć nic nie jedzie. Później okaże się, że policjant bardzo chciał siku, ale postanowił nie przełazić na czerwonym, bo nie zapanuje nad tłumem. Nadchodzi grupa przedszkolna. Dzieciaczki dokazują, a dorośli się wściekają. Rośnie agresja, którą pani przedszkolanka pozwala wyładować dorosłym na dzieciach. Każde z dzieci dostaje klapsa i soczystą wiązankę. Konstytuuje się podział na indywidualne pary oprawca/dziecko.


    Policjant popuszcza w spodnie i zamierza zignorować czerwone światło, ale wtedy nadjeżdżają samochody z pobliskiej obwodnicy. Dramatyczny wypadek drogowy sprawił, że inny policjant przekierował cały ruch z obwodnicy na drogę osiedlową. Światło czerwone świeci się już trzecią godzinę. Ktoś podjada zakupy świeżo zrobione w dyskoncie, ktoś się oświadcza sąsiadce, wyznając gęste, trudne do wysłowienia uczucia. Zaczynają planować wspólne życie, z wybiciem ścianki pomiędzy ich mieszkaniami, aby móc zażyć intymności nie tracąc czasu na spacery przez klatkę schodową.


    Rozmowy telefoniczne stają się coraz bardziej dosadne i karczemne, a dzieciaczki nie przestają płakać, wstrząsane kolejnymi klapsami wydzielanymi już spontanicznie przez stojących. Jakiś pies zaczyna wyć, więc ktoś kopniakiem wygania go wprost pod koła samochodów. Rozbryzgi krwi rozjuszają ludzi, którzy dzielą się na wrogie ugrupowania. Pani przedszkolanka sugeruje, żeby nienawiść skierować na tych po drugiej stronie ulicy, a nie do „swojaków” stojących obok. Któreś dziecko musi kupę, kolejne dołączają, bo tak jest zawsze. Smród rośnie, wściekłość też.


    Jedno z dzieci przypomina sobie, że zna kung-fu i uczy pozostałe, jak trzeba kopać, żeby naprawdę bolało. Dzieci chlipiąc uczą się, ukrywając przed dorosłymi błyskawiczny trening walk ulicznych. Policjant zaczyna strzelać gumowymi kulami po oprawcach dzieci. Ktoś wyciąga procę i zaczyna się bronić, inny buduje tarczę z reklamy pleksiglasowej. Samozwańczy wódz przedszkolaków daje sygnał do ataku, dzieci znienacka walą mężczyzn piąsteczkami w jądra, a kobiety kopią po kostkach. Wśród dorosłych pojawia się chaos i nie ma mowy o zorganizowanej obronie. Po niespodziewanym ciosie, mężczyźni zginają się w pół uderzając głowami w stojących obok nich. Demolka z autodestrukcją.



Przedszkolanka drze szaty obnażając malutkie, twarde piersi. Ten widok odbiera rozum kierowcom płci męskiej i specyficznym przedstawicielkom płci piękniejszej. W rezultacie na przejściu dla pieszych dochodzi do karambolu z udziałem tak wielu samochodów, że końca demolki nie potrafi dostrzec policjant, który wspina się na szczyt złomowiska ulicznego w obszczanych spodniach. Dzieci ukradkiem przedzierają się przez jezdnię i uciekają na plac zabaw. Dorośli masują zaatakowane tkanki, z ostrożności nie wstając z chodnika i rozglądają się, gdzie się podziali mali karatecy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz