czwartek, 21 maja 2026

Ostrzę ostrzeżenia do strugania ostryg.


    Nie-moje-psy witają mnie jak dawno nie widzianego przyjaciela, szczekając i pomerdując nie tylko ogonami. Można byłoby zaryzykować twierdzenie, że całe były merdaniem. Ledwie sobie poszły, a zjawiły się kosy. Patrolowały trawnik. Co rusz któryś udawał wąsacza przybrany upolowanymi dżdżownicami wijącymi się po obu stronach dzioba. Sierpówka rozprostowuje skrzydełka nad czubkiem brzozy, ostrożnie wybierając miejsce lądowania na cieniutkich gałązkach. Niebo nie może się zdecydować i równo flirtuje tak z deszczem, jak i ze słońcem. Rozpustne!

    Poranek cieplejszy od wcześniejszych, skłania kobiety do chwalenia się tatuażami, z konieczności zimą mieszkającymi w ukryciu. Miasto, jak zwykle, rozgrzebane. Pełne wykopów i zastaw drogowych. Punktowych remontów, które nigdy się nie skończą, bo nim w ten sposób wyremontuje się ulicę, trzeba zaczynać od nowa. W tramwaju zwalisty gość wypełnił więcej niż szczelnie siedzisko, a i tak sporo się nie zmieściło. Na przykład jego foliowa siateczka z prowiantem na drogę musiała usiąść krzesełko dalej. Niegrzeczny pan pasł się słodką bułą z-makiem-smakiem i miał gdziekolwiek że ludzie stoją obok. Wczorajszy wonny jeździec na gapę dziś wysiadał tam, gdzie ja wsiadałem. Aromatu niestety ze sobą nie zabrał. Porzucił. Nieodparty urok działał na wsiadających. Żadne perfumy nie oszałamiają aż tak masowo. Terapia szokowa odzwierciedlała się na obliczach pasażerów wyrywając ich maski z pozorów obojętności kursem ku obrzydzeniu.

    Wracając do domu płodzę zuchwałą myśl, że biustonosze w Mieście zaczynają się oswajać z zapomnianą na długie miesiące szufladą.

2 komentarze: