piątek, 22 maja 2026

Ślimak w śliniaku z rośliny lśni od śliny na linie.


    Od świtu dostrzegam liczne bose stopy w sandałkach, lub szmacianych, letnich butach. Czyli zimno poszło precz i czas kanikuły się zbliża. Wstyd, że traktuję bliźnich jak termometry, ale staram się nie chwalić niecnym wykorzystywaniem ich wizerunku do celów meteorologicznych i jak najbardziej prywatnych. Może dlatego nie dosięgnął mnie (jeszcze) ostracyzm i prześladowania. Cóż. Bosonogie z wyboru kobiety podziwiam, bo sam boso łażę zbyt rzadko, ale kabriolet to chyba lekka przesada. Ekstrawagancja moim zdaniem nazbyt odważna. Z tablicami rejestracyjnymi – dziś D0 NUGAT dochodzę do wniosku, że ludzie czują silną potrzebę zrobienia czegokolwiek, żeby ktoś ich dostrzegł. I pozwolą sobie na wiele, byle się udało. Kryzys samotności? Ponoć samotność jest oznaką inteligencji. Kto dobrze czuje się we własnym towarzystwie, temu łatwiej ominąć rafy śmiesznego wyścigu po aplauz postronnych.

    Na wystawie Sklepiku Z Cudami bażant taplający się w bardzo kolorowej filiżance. Nie ma czasu podziwiać, bo kolarze, hulajnogowcy i inni skołowani odbierają spokój i z marszu robi się ekstremalna rozrywka.

    Pomazańcy raczej nic z Bogiem nie mający wspólnego krążą po Mieście okraszeni niezmywalnymi malunkami podskórnymi, rzadko aspirującymi do dzieł sztuki. Drobna z buzi kobieta utknęła w za dużym ciele – naprawdę miała prawo podobać się i chyba wcale nie zabiegała o awanse. Wsiadła, żeby napisać ze trzy esemesy i wysiadła. Raptem dworzec objechała. Na piechotę byłoby szybciej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz