środa, 10 czerwca 2026

Dochody ze wschodu i zachodnie odchody po obchodach.


    Z dworca wysypuje się gromadka ludzi objuczonych tobołami, na ogół toczących bagaże z hurgotem. Pośród nich widać już pięknie opalonych zdających się wracać z wakacji. Mijają obojętnie skwer, na którym rozkwita okazała dziewanna, wyglądająca jak choinka strojna w żółciutkie ozdoby. Do tramwaju wtacza się rubaszne i rozkoszne grono. Dwóch potężnych kloszardów ozdobionych nieco sfatygowaną madonną zdającą się być pochodzenia kolumbijskiego. Zapewne są wonni, bo w pojeździe rozpoczęła się masowa migracja. Nestor uczula aromatyczne towarzystwo żeby nie klęło, zachowywało się i wyglądało, bo jest nadzieja na zmianę stroju, a może nawet i butów? Przede mną siedzi kolos pocący się tak, że żaden gang kloszardzi mi niestraszny. Obżera się chyba na zapas, być może przewidując długi okres głodówki. Szczęśliwie podróż kończy się szybko - zaraz po tym, jak dane mi jest podziwiać fechtunek Emerytowanego Dżokeja. Pan wywija parasolem tak, że don Kichote mógłby mu pozazdrościć talentu. Tymczasem Dżokej obojętnie mija młyn – gdzie mu do groźnego czwororęcznego wiatraka, więc ignoruje młyn przemianowany na knajpę nie wszczynając potyczki. Nieskoszone trawniki zachwycają bogactwem kwiatów; te obłędnie ostrzyżone pochwalić się mogą jedynie koniczyną, która jak karaluchy potrafi przetrwać wszystko.

    Dziewczęta chowają buzie w cień kapturów, za to pępkami monitorują wrażenia zewnętrzne. Ciekawe, czy następuje jakieś przebiegunowanie intymności i teraz obejmie czoło? Albo rzęsy? Po drodze wysyp twórczości literackiej na tablicach rejestracyjnych – bez dorabiania ideologii np: R0 BCAR, N6 ADHD, K5 ARKAN, L2 PLUS.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz