TEN matecznik i TA ojcowizna… Logika sugerowałaby raczej TĘ matecznię i TEN ojcowiznik (ojcownik?), żeby utrzymać się nieco bliżej płci. Chociaż… czasy sprzyjają rozmywaniu ostrych granic i za zgodą psychiatry wszystko zmierza ku nowemu, lepszemu, bardziej tęczowemu. Kiedy człowiek nie dostrzega większych problemów, zajmuje się czymś nieistotnym.
Wracając wczorajszego popołudnia wysnułem tezę – odkrycie. Im bliżej Rynku, tym bardziej biustonoszom nie po drodze. Antygrawitacja, czy inne pole siłowe skutecznie wypycha staniki poza orbitę starej części Miasta. W opłotkach bez zmian. Konserwatywna stagnacja. A plac w centrum tak obrósł odymionym szkłem i czernią elewacji, że patrząc na nie (i na przechodniów) odnoszę wrażenie, że śmierć czarno-białej telewizji i fotografii była stanowczo zbyt pochopna i przedwczesna.
Mostami, na wyspy, biegną piękne, opalone kobiety z końskimi ogonami. Na ławeczce przycupnęła elegantka w kremowym żakiecie wyprostowana jak struna. Patrząc na nią sam się wyprostowałem i nawet usiłowałem brzuszek wciągnąć choć nie mogła tego zobaczyć, gdyż przesłoniła mnie hałda budowlana i kwitnące krzewy. Nic to. I tak urosłem ze dwa centymetry.
Radio doniosło, że w opłotkach Miasta, na przystanku MPK biegał goły, zakrwawiony facet. Policja założyła mu kajdanki, a gość (w ramach protestu?) przestał oddychać. Wolność, albo śmierć! I chwilę później widzę wronę z jaskółka w dziobie. Jaskółka piszczy i wyrywa się, wrona ląduje i szykuje się do śmiertelnego ciosu, gdy jaskółce udaje się wyrwać. Frunie przez przechodnią bramę, a głodna wrona odfruwa na konar kasztanowca.
Po drodze z pracy widziałam martwego dzięcioła. Dzięciolika raczej, młodzieniaszka. Upewniłam się, że nic już dla niego nie da się zrobić, poszłam, ale smutno mi jest do teraz.
OdpowiedzUsuńja widywałem gołębie z dziurami na karku. trudno sobie wyobrazić, co się stało.
UsuńOkropność. Natura jest piękna, ale okrutna.
Usuń