Roślina, którą roboczo (z braku pamięci) nazwałem rdestem, okazała się krwiściągiem. Czyli dobrze nie jest. Dziewczyna o kolanach wystawionych na żer powiewu natury biegła do paczkomatu, chcąc odebrać przesyłkę nim autobus nadjedzie. Na drzewach czerwienią się czereśnie – przynajmniej tam, gdzie szpaki i ludzie nie zdołali ich pożreć.
Widzenia przystankowe mnożą się bez końca. Na jednym budowlaniec popijał coś z termosu, a następnie z torby wyciągnął keksówkę – kierowca niestety nie poczekał i odjechał zanim człowiek dobrał się do zawartości. Szkoda. Fachura zaspokoiłby apetyt, a ja ciekawość. Pasztet, czy jednak ciasto? Samochód nauki jazdy z rejestracją D1 ZDAM sugeruje skuteczność działań więc jeździ od brzasku by więcej młodych kierowców mogło poćwiczyć Jedz w porannym szczycie. (wracając trafiam D3 NIRO, co chyba miało oznaczać DENIRO – psychofan aktora, czy co?)
Kolejny przystanek i pulchna pani truchtem zmierzała do piekarni, a jej krągłości usiłowały nadążyć za apetytem. Rozkojarzyła mi zmysły i czułem się jak kibic tenisa stołowego ścigający wzrokiem piłeczkę ping-pongową. Następny – kobieta z krótko ciętą fryzurką wykonywała ćwiczenia rozciągające, ziewając przy tym okrutnie, czym zarażała innych. Jeszcze jeden i znów damskie ćwiczenia. Tym razem pani kołysała się w rytm dousznej muzyki przenosząc ciężar ciała z pięt na palce i wspinała się przy tym na nie, jak wypatrująca zagrożeń czapla pośród trzcin.
PS. Mijane kobiety bardziej przypominają swoje córki niż moje koleżanki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz