W przypływie szaleństwa zabiłem drania, nie zaprzątając sobie łba konsekwencjami. Kiedy w końcu ostygłem – wywiozłem truchło, żeby je zakopać, a wtedy nocną mogiłę oświetliły niebieskie koguty. Wewnątrz płytkiego dołu rozkładał się już jakiś nieborak, a mnie skazali za obu nieboszczyków.
Co za różnica, jeden czy dwóch... Zaczęłam właśnie czytać książkę pt. "Jak człowiek staje się seryjnym mordercą". Mam nadzieję się podszkolić, wszak nowy rok szkolny tuż, tuż i jakoś trzeba sobie w tej szkole radzić.
OdpowiedzUsuńo kurcze. lepiej wagarować, niż chodzić do Ciebie na wykłady.
UsuńMożna ewentualnie chodzić, ale siedzieć jak Pan Bóg przykazał i uczyć się.
Usuńmożna. ale to niełatwe.
UsuńPokuta za nieswoje grzechy,,,,wyraźnie wskazuje ,że nie wszystkim dopisuje w życiu szczęście...;)
OdpowiedzUsuńtak mawiają, ze w drewnianym kościele dachówka na łeb spadnie pechowcowi.
UsuńHi,hi,hi :-) tego nie znałam...
Usuńa drewniany kościół znasz?
UsuńDobry początek :P
OdpowiedzUsuńcóż - kopać/grzebać też trzeba umieć.
UsuńJeśli bohatera tej opowieści ogarnęło szaleństwo,to on już nic chyba nie umiał.Ani żyć ani kopać ani myśleć racjonalnie.Szczęście miał jedynie ten świeży nieboszczyk,bo kara spotkała od razu kogo trzeba.Ale po co mu szczęście?Ewa
OdpowiedzUsuńszczęście przydaje się nawet w piekle.
Usuń