Gość był rozbudowany w udach do tego stopnia, że idąc obawiał się o prywatną elektrownię jądrową i rozstawiał nogi naprawdę szeroko, niczym bosman w czasie sztormu, żeby pokład spod stóp mu nie umknął. Patrzę na tramwajowe szyny, a one wyglądają niewinnie i gładko. Jak to jest, że w tramwaju trzęsie, jakby jechał po muldach? W galerii handlowej dostrzegam wysokopienną dziewczynę chronioną wytatuowaną nad biustem ważką. Ciągnie wielką walizę, ale wzrokiem penetruje sklepowe zakamarki wypatrując okazji. Do Tostorii wpada gość i usiłuje wręczyć obsługującej klientów kobiecie sto złotych – na posiłki dla biednych. Pani się broni, on wyznaje swoje uczucia i deklaruje, że idzie po kwiaty dla niej, tylko najpierw musi się napić wody spod ogórków, bo do czwartej rano bawił się w konsulacie.
Wracając trafiam na chłopaka z poszetką w kolorze krawata i lakierkach, w których można się przejrzeć. Był tak piękny, że w autobusie zerkały na niego niewiasty w każdym wieku. Nawet te żujące bezmyślnie gumę. Chłopak studiował coś, co wyglądało na scenariusz sztuki i kto wie, czy dopiero nie uczył się roli amanta. Pośród mijających mnie tablic rejestracyjnych dostrzegam obok imion D0 AZJI – dostawczak sieci restauracji z azjatyckim menu – sensownie. O autobusowe szyby rozbijają się krople-samotnice, które ciężko nazwać deszczem, ale popołudnie dopiero czeka na wychodzących z pracy tubylców, więc pewnie to tylko rekonesans.
Lubię deszcz. Koresponduje z moim wnętrzem.
OdpowiedzUsuńWyobraziłam sobie te rozbudowane uda atletyczno-kotletyczne. Okropność.
OdpowiedzUsuńSzarpanie tramwajów zawsze mnie zastanawia.
OdpowiedzUsuńwidzę, że na raty działasz. to nie drgawki?
UsuńNie, tylko kilkukrotne czytanie i odławianie rzeczy.
Usuń