Las parasoli na przystankach zagęszcza tłok. Smutna pani w ramonesce i sneakersach ziewała spoza zaparowanych szkieł. Intrygujące, że kobiety zazwyczaj noszą większe szkła niż mężczyźni. W tramwaju gęsto od wilgotnej obojętności. Lektura wyświetlaczy wspomożona kawą z tekturki pozwala na chwilę zapomnieć o zewnętrzu. Rzeka pije tracąc blask, ale zamszowa też wygląda pięknie. Wiatr do spółki z deszczem strąca płatki kwiatów z jaśminowca i układa nietrwałą mandalę w nurcie. Czterdziestoletni blond-smuteczek mimochodem chwali się pierścionkiem z brylantem, napomykając dyskretnie, że życiorys ma już wypełniony szczęściem, którego nijak nie potrafię dostrzec. Wysoka kobieta o karnacji wypieszczonej słońcem patrzy na mnie ze zdumieniem, że taki tępak ze mnie, ale nadal nie potrafię. Może dlatego, że rozkojarza mnie Pinokio wiszący w oknie wystawy Sklepiku Z Cudami – linczem zakończyła się noc wśród maskotek? Bezwzględna ta maskarada. Masakra maskotek na maskaradzie… brr!
Crocksy-podkolanówki? Znaczy te… kalosze? Zerkałem i zerkałem, ale przecież pod spódnicę dziewczęciu nie zajrzę, bo mnie obedrą ze skóry w tramwaju. Albo ona sama mnie skatuje, bo kiecka w cętki i pierwszy użytkownik zapewne słabo wspomina spotkanie z niewinna dziewczyneczką. Istny Czerwony Kapturek, tylko kolor się nie zgadza. Jadę. Wysoka blondyna z długim, końskim ogonem ma na sobie bielutka suknię, pod nią białe dżinsy, a pod nimi białe rajstopy. Tę inwazję bieli przerwały nie buty (białe), lecz kurtka w czerni. I z autobusu wysiadło sześć młodych niewiast w czerni i jedna w błękitach – ta najpiękniejsza, bo na tle innych wręcz świeciła.
Zabrakło mi wyobraźni, by blondynę w bieli zwizualizować, niesamowite...
OdpowiedzUsuńto spróbuj od dołu... znaczy od ciała - najpierw rajstopy, potem dżinsy a na to kiecka. wierzchem kurtka i jesteś gotowa
UsuńJeszcez nie widziałem połączenia croksów z podkolanówkami.
OdpowiedzUsuńpostęp bracie!
Usuń