Po raz nie wiem który padam ofiarą nowomody transportowej. Kiedy kierowca MPK trafi na cienki strumyk „zielonej fali” i przejedzie bez postoju ze dwa skrzyżowania (w Mieście jest ponoć działający inteligentny system transportu), wówczas na dowolnie wybranym przystanku nabija minutki „oddając” zaoszczędzony czas i stoi sobie beztrosko jak jakiś obelisk. Żeby nie gnuśnieć – patrzę. Chudy gość w czerwonych adidasach idzie tak, jakby chodnik był z gumy i uginał się pod ciężarem kroków. Może marynarz na wakacjach? Od strony dworca szedł, więc kto wie, czy nie przyjechał właśnie na kurację odwykową w skostniałym, miejskim środowisku.
Kopciuszek zwiedza przykościelne doły wydziobane w trawniku jednym z niekończących się remontów. Jawory obwieszone gronami nasion, lipy pachnące obłędnie i trudny do zlokalizowania śpiew ptasi prowadzi mnie przez park pełen wilgotnej zieleni. Podagrycznik cichutko rośnie obok pokrzywy i wspólnie zerkają na mężniejące ambrowce amerykańskie. Rozłożyste katalpy zawłaszczają spore połacie burego nieba zarażając je młodą zielenią. Podzwonne mostu rdzewieje w cieniu wiązu. Przy pięknym granitowym pomniku pamięci ofiar wołyńskich krzyczy na mnie szpak, nerwowo drepcący wśród śmieci z conocnej bibki. Pewnie znów kozacza hołota bawiła się do bladego świtu przy markowych trunkach i szukała okazji do walki wręcz z przechodniami – na wypadek gdyby front ich zaskoczył właśnie tu, nad Rzeką. Rzeka tymczasem pobłażliwie, acz z pewną dozą złośliwości kopiuje w nurcie pejzaż najstarszej części Miasta – Dzielnicy Boga. Betonowa ściana szczerzy się do mnie szablonowym drukiem pytając Jak się czujesz? Więc odśmiecham się, choć nie zwykłem rozmawiać ze ścianą.
Rozbawił mnie ten kierowca „oddający” zaoszczędzony czas na przystanku, bo mam wrażenie, że każdy korzystający z komunikacji zna ten absurd aż za dobrze. Z drugiej strony zastanawiam się, czy to nie my sami coraz częściej szukamy w codzienności takich małych irytacji, żeby mieć na co ponarzekać.
OdpowiedzUsuń