Noc Kupały gorąca jak żadna inna. Pościel klei się do ciała i żebrze o umiar termiczny. Upał przydusił do ziemi nawet samoloty, przemieszczające się dla niepoznaki nocą i poniżej czujności radarów mogących je zlokalizować. Nad osiedlem huczy, a plastikowe zabawki drżą w piaskownicy, spontanicznie usiłując zakopać się głębiej. Poranna kawa na balkonie daje namiastkę wytchnienia. Ciszę po której biegają czarne czółenka jaskółek i jerzyków uwijających się, by z osnowy nieba wydłubać co smakowitsze kąski. Bezruch zmącony rozkołysanym kuprem trzmielim, poszukującym szczęścia to w bratkach, to w lawendzie. Bezludność lekko trącona biodrami młodej kobiety w białej koszuli i czarnej spódnicy – oficjalny, nienaganny i pozbawiony podtekstów erotycznych metronom w płaskich, lekkich półbutach, cicho znikający za rogiem budynku. Marzenia usiłujące nadążyć za tętentem kół pociągu pogwizdującego na przejazdach zamykanych przez śpiącego dróżnika.
Kosy podejrzanie ciche, obserwują z wysoka ruch osiedlowy, odprowadzają mnie tylko wzrokiem. Do autobusu wsiada Młody Byk (Bóg?) i ostrożnie sprawdza dłonią, czy na krzesełku nie zalęgła się kałuża. Dopiero wówczas Niewierny Tomasz składa na nim cztery litery i zapada w letarg, hipnotyzowany dźwiękami sączącymi się dousznie. Drugi Młody Byk (Bóg?) może niespecjalnie grzeszy wzrostem, za to umięśniony jest tak, że stojąca przed nim kobieta wdzięczy się i przebiera nóżkami bez końca. Przez całą podróż. Znają się, ale elegancik jest ślepy, albo niezainteresowany. Ona? Być może ma już w głowie gotowe ciągi dalsze przy których pan Gray musiałby ukazać pięćdziesiątą pierwszą, mocno zawstydzoną twarz.
Po Wielkim Weekendowym Wypasaniu Tubylców, na bulwarach pozostał okazały śmietnik. Kubełki nie udźwignęły zawartości i wylewa się z każdego. Wokół ławek malownicze martwe natury udrapowane z opakowań szklanych, plastikowych i papierowych po wszystkim, co oferowały światu w piątek stawiane stragany. Wszystko wskazuje, że sprzątanie potrwa dłużej niż piknik. O odtruwanie obywateli zadbają reklamy w TV, tylko-teraz oferujące ulgę w wyjątkowo korzystnej cenie. A Rzeka płynie niewzruszenie jakby nie takie rzeczy widziała.
Jakbyś siedział na moim balkonie, gdzie, jaskółki z jeżyka i niebo przecinają, kosy też lubią się pojawić, ale najważniejsza, to piaskownica. Od kilku dni nikt nie pilnuje jej porządku, foremki jak u Ciebie się w piach zakopał, deszczu napadało, a do tego podróżujesz pociągiem, jak ja. Tyle, że u mnie nie było na kim oka zawiesić. Za to teraz, siedzę z kawą przy pięknej ulicy i co rusz jakaś piękność płynie. Niektóre nawet się uśmiechają, gdy odnajdą moje spojrzenie.
OdpowiedzUsuńz tym pociągiem, to nieporozumienie. ja go słyszę, podobnie jak samoloty. a na wędrówkę codzienną to autobus i tramwaj.
UsuńZłożyłam w jedno, zdarza się.
OdpowiedzUsuńnie szkodzi. pociąg o świcie, szczególnie kiedy go nie widać budzi różne skojarzenia i pragnienia, a wakacje tuż tuż.
Usuńczego i Tobie życzę.
Życzysz mi wakacji?
OdpowiedzUsuńa to grzech? życzę Ci i to udanych (co być może okaże się zbrodnią przeciw ludzkości)
UsuńZbrodnią przeciw ludzkości? Już się boję. Bo jeśli chodzi o moją podróż, to chętnie bym jeszcze dziś wróciła, ale zapowiedziałam się u mamy, więc odwiedzę rodzicielkę.
OdpowiedzUsuń