wtorek, 22 września 2026

Bezkres nowoczesnych uczuć.

 

    Wesele, jak to wesele, rządzi się własnymi prawami i pod czujnym (niestety) okiem kamerzysty rozwija się, nieuchronnie zmierzając ku globalnej katastrofie. Po pierwszych toastach krawaty nabrały luzu, po paru kolejnych marynarki sfrunęły z ramion i skromnie przycupnęły na oparciach krzeseł, czekając na impuls powrotu do rzeczywistości. Kolejne toasty i kolejne… Dzikie tańce, w których prym wiodła pani Krysia - młoda wdowa, jeśli to nie jest jakiś błąd językowy. Wywijała bioderkami wyokrąglonymi na niejednym weselisku, a jej falujący biust odbierał resztki przyćmionego gorzałką rozumu. Dopiero, gdy znikła na jakiś czas, udało się przycupnąć na jakimś krześle i przepić z nieznajomym. Dla ochłody, kurażu i żeby ponarzekać na niesprawiedliwość świata. Pal sześć fotografa, który cierpiał abstynencję zawodową i w ramach zemsty skupiał się na celach wyraźnie trafionych wódeczką.


    Wreszcie, gdzieś na tle mglistego horyzontu, pojawiła się Krystyna, w niebyt spychając awanse przygodnego kompana. Wsparty ułańską fantazją, chwyciłem Krysię za rękę i bez słowa pociągnąłem poza zasięg flesza. Nie opierała się przesadnie, najwyraźniej czując, że przed prawdziwym uczuciem uciec i tak nie zdoła. Obróciłem ją i popchnąłem, by oparła się o ścianę nieskalaną światłami zabawy, pragnąc raczyć się widokiem jej pięknie rozrośniętych bioder. Krzyknęła raz, chyba tylko po to, by mnie do reszty rozpłomienić i w okamgnieniu wypełniłem Krysię mleczem spełnienia. Wreszcie świat zdał mi się przyjaznym miejscem i maślany uśmiech z gęby mi się nie odklejał. Gorzej poczułem się dopiero, gdy Krysia odwracając się do mnie poprawiając krawat i wygłosiła komunikat:


    - Stefan! Takiego cię nie znałem. Ale rozumiem, ty jesteś niebanalny człowiek, otwarty na nowe trendy… - nie zdążyłem nawet chrząknąć, gdy słowotok wykorzystanej istoty znalazł ciąg dalszy – wiesz, to było naprawdę intrygujące przeżycie, jeśli naprawdę tego chcesz, to możemy kontynuować. Mam nadzieję, że nie chciałeś tylko mnie „zaliczyć” i będziesz równie otwarty na rewanż?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz