Świat zatrzymał się i stanął na baczność. Autobus aż drży z niecierpliwości, by pokonać kolejny kwant trasy. Łącząc się w bólu czekam na zmianę świateł, z okna podglądając równie niecierpliwie czekającą na ich przychylność szczuplutką panią, podskakującą lekko jak pajacyk w takt metronomu piszczka dla niewidomych. Przymierza się do kontynuacji biegu i starannie pilnuje, by nie wypaść z rytmu. Głowę ma tekstylnie zamotaną, więc uśmiechu nie widać, a cała sylwetka obwieszona jest pulsującymi światełkami, żeby w trakcie biegu ktoś nie wypadł jej „na czołówkę” gdy trasa poprowadzi słabiej oświetlonymi chodnikami.
W tramwaju, w cieniu stygnącego siedziska, ktoś porzucił niedojedzone wiaderko ciastek. Albo rozrzutnie nasycił się, albo ortodoksyjnie proklamował walkę z nałogiem i wstrzemięźliwość konsumpcyjną, gdy tyłek przestał się mieścić w znormalizowanym siodełku. Wokół mnie sami zaczytani. Nosy niemal wbite w monitory. Nie pamiętam, żeby przed erą cyfrowej rewolucji czytanie w komunikacji zbiorowej było tak powszechne i drapieżne. Ciekawe, czy ktoś zerka w moje Lusterko… Wysiadam nie próbując podejrzeć odpowiedzi i idę szybkim krokiem, bo nie lubię logistycznej opieszałości. Po oddechu wytrwale depcze mi ktoś, kto ma za ciężkie buty i szura nimi bez końca. Pewnie „po taniości” u Chińczyka kupuje, bo przy tak dewastującej eksploatacji buty na długo nie wystarczą, szczególnie, że nie były podzelowane.
Bawić mi się zachciało, więc wyszło szydło z worka z grubsza takie: Koń kontrolował Szkota kota, lew lewitował, pies pieścił list od lisa, a kos z kosą osaczył osę.
T0 AMO – to dzisiejszy połów z zakresu tablic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz