wtorek, 29 września 2026

Kordzik z korundu skorodował gdy okorował korytarze kurnika z kornika.

 

Orion tak zaciekle usiłował wśliznąć się do sypialni, że nie wytrzymałem – otworzyłem okno i wpuściłem po dobrej woli. Niech zajrzy, niech się przekona, czy pościel wystarczająco paruje od snów niedokończonych. Na zewnątrz grasowały robaczki świętojańskie osiedlowych latarni trzymające mrok w ryzach i nie pozwalające zawłaszczyć zewnętrza na wyłączność, choć kosie psalmy usiłowały wymodlić tryumf ciemności.


W autobusie pierwsze wełniane rękawiczki, czapka i szal – jak dla mnie, to lekka przesada, jednak ciepło nie było. Pod przystankową wiatą topniały ślady hucznej zabawy, rozlewając się szeroko. Tylko niewzruszeni żadnym otoczeniem kloszardzi potrafili zignorować ów bałagan, tocząc gawędę pośród plam i pustych opakowań. Ze stoickim spokojem komentowali minioną noc, a może snuli plany na zbliżający się dzień? Pulchna pani w szortach wysikiwała psa białego jak jej uda na ostatnim skrawku trawnika. Zdaje się, że marny będzie jego los, gdy oznaczonym na ciepło tropem pójdą (jeśli już nie poszły) pozostałe psy z okolicy.


W Dzielnicy Boga porzucone hulajnogi tarasowały chodniki sprawiając, że marsz stawał się torem pełnym przeszkód, w jakim nie sposób zanurzyć się w jesienną melancholię, czy inne sentymentalnie miękkie uczucia. Rzeka toczyła się smętnie, jakby już zapomniała skąd, dokąd i po co płynie, ujarzmiona kagańcem granitowych koryt. Kasztanowce pogubiły znakomitą większość owoców i liści, sugerując, że jesień szybko minie. Rozdeptane rajskie jabłuszka poczuły się winne i pachniały pokusą z której nie korzystał żaden tubylec, pozwalając owadom i ptakom do woli oddawać się nałogom. Drużynka gołębi patrolowała podwórko usiłując pośród bruku wypatrzeć coś jadalnego, przegapionego przez wrony i kopciuszki. Sikorki dla odmiany wydziobywały zaprawę spomiędzy przedwojennych cegieł.


A na deser rejestracja D7 RYBA.

3 komentarze:

  1. Oj, miał kordzik diabelnie trudną robotę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kopciuszka, gołąbeczki, sikoreczki, wrony i gawron a na deser u mnie był gołąb, pierwszy raz widziałam prowadzącego poranne ablucje w gnieździe, na drzewie. Nie spłoszył się moją obecnością, wystarczyło pięć metrów od sceny, jak w teatrze, by prześledzić cały rytuał. Zgaduję, że był stary, jakiś nie uczesany mocno, bo połyskliwych piórek nie było widać, być może suszył się po nocnym deszczu. Jak już rzeka nie wie dokąd płynie i po co? To już nie dobrze. No właśnie, po co rzeka płynie? 😜 A na deser świetliki, jednego noszę przy rękawie, kiedy wychodzę z domu.

    OdpowiedzUsuń