Zanim dzień położy swoje łapska na okolicy, świat wydaje się być miejscem niemal tak cichym, jak kosmos. Zaledwie w kilku sypialniach coś się dzieje - ktoś cierpi na bezsenność i zlicza pogłowie merynosów, inny szlocha nad miłością, która zapomniała jego adresu. Jakieś światło zawstydzone własną odwagą wycina w nicości zimny prostokąt, przez który wypaść można do równoległych rzeczywistości. Latarnie-spławiki taplają się w nieskończonościach zewnętrza i szukają bezpiecznych brzegów. Zapewne gdzieś tam, w tej gęstwinie pełnej niczego i wszystkiego przedziera się emeryt-obrońca snu sprawiedliwych i patroluje, czy zły los nie szykuje większego draństwa na śpiących. Pochłonięty ideą, że może pomóc – zlicza kroki dzielące go od stróżówki. Strojny w kolorowe szkiełka samochód wyznaczył linię jezdni, bo chyba nie był aż tak zuchwały, by jechać najkrótszą drogą ku wylotowi osiedla. Samolot ryje bruzdę w ciszy i nikt nie dzwoni na policję, żeby go skarciła za naruszenie spokoju publicznego.
W taką noc można naprawdę poczuć, jak bardzo jest się niepotrzebnym światu, który poradzi sobie doskonale, nawet gdy dzień nie będzie miał kogo obudzić.
U nas ferie, więc świat zamiera na długo w dzień jeszcze!
OdpowiedzUsuńja lubię zimową ciszę. szczególnie, kiedy śnieg stłumi co tylko się da.
Usuńzagadkowy ten emeryt-stróż jest. Ma misję! Jest mi naprawdę bliski...
OdpowiedzUsuńKiedyś byłem cieciem na parkingu, też liczyłem kroki, ale to ja byłem obserwowany..., bym nie przysnął w stróżówce...
Czas mi się dłużył, byle dotrwać do świtu i postarać się zasnąć. W ciszy. Cenię sobie ciszę. Nadzwyczaj.
ale jak byłem Strażnikiem Rzeki i Jazu..., świat mnie potrzebował, przynajmniej tak myślałem...
pluskało, bulgotało, szum wody i odgłosy dzikich zwierząt...
to ja napisałem-G.
OdpowiedzUsuńG.