środa, 29 lipca 2026

Pięćset pięt się pęta w pętlach.

 

    I tak wyszła perfidia oka – okazało się, że nie tyle „wyjechałem w poszukiwaniu pogody/przygody”, ale uciekłem! Tak. Przed upałami, które właśnie spadły na Miasto. A ja tymczasem taplam się w strefie umiarkowanej, konserwuję ciał ciało solą jodowaną naturalnie, a wiadomo, że wędzone i solone trzyma się dłużej. Więc będę nękał. Tych i owych. Swoją obecnością niespecjalnie imponującą. Dziś, za budzik robiły mewy. Musiały być wygłodniałe i pewnie znalazły padlinę wartą wezwania kamratów, a może coś świętują? Drą się niemożebnie. Każda z osobna i stadnie również.


    PS. Suszone też trzyma się nieźle, więc tym, co się zeschną życzę długiego życia. Złośliwość zamierzona i czekająca również mnie. To zbyt mały kraj, by skutecznie uciec przed falą – jakąkolwiek.

6 komentarzy:

  1. Nawet niemożebne jest solą życia ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pojechałem bez budzika - niech się drą, żebym nie zaspał na plażę.

      Usuń
  2. Pięćset pięt się pęta, a oko jak zwykle wymyka się z pęt. I dobrze. Nie każda ucieczka kończy się dezercją, niektóre prowadzą prosto nad morze. Miłych wakcji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham Bałtyk, kocham wodę, a mewy ubóstwiam wręcz i ich darcie się w ogóle mi nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń