wtorek, 2 marca 2021

Strach.

 

Mgła rzuciła się na śpiący świat i zdusiła dźwięki. Ależ jest silna! Nawet ptaki tkwiące w gąszczach zmarzłych gałęzi ćwierkają ciszę, jakby złe szło przez las. Jakby wataha wilków definitywnie osaczała starego byka o porożu bogatszym, niż korony drzewek bonsai cyzelowanych przez japońskich mistrzów. Zawzięcie milczały drozdy i szpaki. Nawet niewidzialne nocą wrony ograniczały się do smętnego kiwania się na czubkach drzew w takt oddechu wiatrów. Jeśli w ogóle tam były...

 

Samochody, czerwonymi oczodołami, znaczyły szlaki wiodące poza zasięg rozumu. Do sklepu, zwartym szeregiem, wędrował parujący chleb. Kiełbasy tarzały się, kłębiły, w terrariach plastikowych skrzynek i zerkały z niepokojem na zastępy szklano opancerzonych napojów, w szyku dedykowanym przez kontenery. Drżały z przerażenia, że wiodą je w czeluści niewoli, jakiej nie poznały do tej pory. Obcego, nowego... tylko dzieci się nie boją!


Trawniki, wyczesane już z jesieni - pachną ziemią. Zgnilizną, którą od dawna wdycham z lubością. Jestem urodzonym padlinożercą! Wącham śmierć! Rozkład istnienia! Spomiędzy traw, kurczowo uczepionych ziemi, wydrapane zostały kapsle, papiery nasączone po nieskończoność cuchnącą wonią hamburgerów i plastikowe folie po batonach, gotowych przetrwać w niesprzyjających naturze warunkach dłużej, niż się udać może karaluchom. Zużyte prezerwatywy tych, którym było aż tak spieszno, żeby nie donieść pożądania w zacisze alkowy. Pożądanie, pozbawione konsekwencji. Idei, której Darwin poświęcił swój nikczemny los. Parę lat ledwie, na wilgotnym gruncie, pożerającym ciała słabych.


Mleko gęstnieje, odbiera wzrok, skraca horyzont na wyciągnięcie dłoni. Zamykam okno – nazwij mnie tchórzem, który wystraszył się inwazji. Tak! Stchórzyłem. Skoro ptakom zamarzły krtanie, to dobrze nie jest – nie może być! Skoro nawet ziemia pachnie apetytem niezmierzonym... gdzież mi stawać w szranki?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza