poniedziałek, 26 października 2026

Dzielone szczęście.

 

    Z jadowitym uśmiechem Bogini Wojny wręczyła mi jabłko, jakbym był Parysem i usiłowała postawić mnie przed dylematem – Dla najpiękniejszej!


    Panteon umilkł. Boginie błyskawicznie wypięły biusty, co druga grała nóżką, inne nie do końca dyskretnie usiłowały unieść nieco rąbek tuniki, czy co tam Boginie noszą, żeby im tyłek nie zmarzł. Nawet Stary Satyr zamierzał wziąć udział w losowaniu i chcąc nieuczciwie uzyskać przewagę, wygenerował dla siebie trzy, a może i cztery pary piersiątek, a każda w innym rozmiarze. Uzyskał tyle, że stary Zeus oślinił się (nieleczone zęby wieczności nie przetrwają) i dopiero kopiąca go po kostkach Hera zwróciła mu szczątkową godność.


    Ja? Cóż. Zerknąłem na zbiór biustów, na jabłko i zamyśliłem się głęboko. Nie moja wina, że w nerwach żrę jak maszyna. Nim powziąłem jakiekolwiek zobowiązanie, już ugryzłem. Jabłko chrupało, było doskonałe jak niebo i warte każdego grzechu. Potem powtórzyłem i kiedy już miałem samobójczo podejść do pierwszej z brzegu Doskonałości, w ręku trzymałem ogryzek.


    - Przepraszam – powiedziałem widząc, jak Atena sinieje na twarzy, kompletnie nie kryjąc wściekłości. A przechodząca obok kelnerka z tacą pełną brudnych naczyń zerknęła tylko, jak dorzucam jej ogryzek i potulnie poszła na zaplecze. Panteon drżał od niewysławialnych plotek, od nadziei i przekleństw, jakich żadną ambrozją rozcieńczyć się nie dało. Chyłkiem uciekłem na taras. A tam, jak raz wyszła chwilę odsapnąć owa kelnerka. Zdjęła buciki, najwyraźniej za ciasne i siedząc na zimnych marmurach machała nogami, a dłońmi rozczesywała włosy, którym wiatr nie dawał rady. Odebrało mi oddech.


    – Znalazłem! - pomyślałem cicho – tylko tego cholernego jabłka nie miałem.


    Rozpaczliwie rozglądałem się po mitologiach i wreszcie – drzewo wiadomości dobrego i złego! A na nim jedno, jedyne, piękne i niczyje. Sięgnąłem poprzez zasieki konwenansów i klątw i już je miałem w dłoni. Ciężkie, nieoszukane, pachnące słońcem i gorączką ludzkich pragnień. Alchemiczną tajemnicą i wszystkim, co nieznane. Skoro już je miałem w dłoni, czym prędzej podałem wybrance, żeby się Harpie nie rzuciły na mnie.


    - O! Dziękuję – Pani przyjęła bez ceregieli i wyciągając kozik chytrze zawieszony po wewnętrznej stronie uda zapytała – chcesz pół?

1 komentarz: