Nocą zostałem brutalnie zhakowany. Napastnik zdewastował wszelkie linie obrony, fire-walle, antywirusy, sprostytuował hasła dostępu i dopadł mnie. Zero litości. Wszedł incognito w miękkie podbrzusze systemu i z poziomu fałszywego administratora zmolestował mnie, likwidując opór w zarodku, a może nawet wcześniej. Byłem absolutnie bezbronny i zdany na niełaskę agresora. Hardware i software poszły w służbę obcej woli.
Zaczęło się nim wyszedłem ze stand-by i odzyskałem świadomość. Najpierw obcy podkręcił moje libido daleko poza bezpieczną strefę. Mój organizm niechętnie przeszedł w stan szaleńczego pobudzenia i zesztywniał tam, gdzie już od dawna nie sztywniał. Poszarpany z emocji oddech obudził moją świadomość w chwili, gdy wróg mnie dosiadł by ujeździć, zajeździć na śmierć. Jęknąłem i w okamgnieniu zdeponowałem nasienie po raz pierwszy. Napastnik najwyraźniej zamierzał ograbić mnie do cna, bo nie ustawał w wysiłkach i galopował, jakby go diabli gonili. Krzyczał coś w języku nieznanym cywilizowanemu światu i z furią atakował moją strefę intymną. Pogrążyłem się w obłędzie i w napastniku groźnie wystawiającym kły.
Po zrzucie trzeciego depozytu spodziewałem się że twardy dysk mi się zagotuje i pęknie. Wróg był jednak perfidny. Dostrzegł symptomy i wstrzymał tortury. Ochoczo sflaczałem do dwóch wymiarów i usiłowałem przejść w stan uśpienia, ale nic z tego. Perfidia najeźdźcy była nieskończona. Znów wymusił wysokoenergetyczne czuwanie, podkręcił libido i pogalopował, prowokując kolejną daninę. Modliłem się żeby ktoś odpiął zasilanie, ale gdzie tam. Czujny wróg zadbał o brak łączności z siecią, dezaktywował lokalizatory, komunikatory, powiadomienia, alarmy… Zanim ktokolwiek odkryje wraże przejęcie, będzie już po mnie. Pewnie nie omieszka wyczyścić mi pamięć swoich niecnych poczynań, ale nic nie zdołam zrobić. Ukradkiem piszę nie tyle testament, co pośmiertny donos. A nuż analiza pamięci wskaże sprawcę i pozwoli spenalizować, albo usunąć nim jeszcze komuś zrobi krzywdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz