Na autobusowym monitorze czytam, że
Miasto jest przyjazne rowerzystom. Wierzę. Za to ani słowa o
piechocie ograbionej ze spokoju, chodników i jakichkolwiek praw.
Więcej jak połowa szerokości chodnika ma wymalowane pasy dla
kolarzy, zostawiając tę mniejszą część piechocie, która musi
się podzielić tą resztką ze słupami oświetleniowymi, pachołkami
uniemożliwiającymi parkowanie samochodów, wiatami, słupami
ogłoszeniowymi i wszelkimi innymi szykanami, zlokalizowanymi na
chodnikach. Wysiadam z autobusu i aby przejść skrzyżowanie (dwie
jezdnie) z pięć razy przecinam ścieżki rowerowe.
W radio słucham o wysiłkach
amerykańskich, by zaprowadzić na Ukrainie pokój. Daleka droga, ale
warta wysiłku, więc Wielka Polityka „podejmuje starania”.
No pewnie – Usaki w zamian za
„pomoc w wysiłku wojennym”, który sami sprowokowali i
podsycali, zażądali od Kozaków 50 procent urobku z wydobycia
metali ziem rzadkich, oraz 50% zysku z odbudowy krainy U. Jak dodać
do tego wymuszenie na UE zwiększenia zakupów amerykańskiej broni,
rezygnację z tanich paliw rosyjskich na rzecz wiele droższych
amerykańskich – mamy czarno na białym amerykańską
dobroczynność, jaką od dawna uprawiają na całym świecie, a gdy
tylko ktoś zaprotestuje, organizują manewry lotniskowców i łagodną
siłą perswazji zwaną F-16, czy F-35 gaszą protesty, likwidując
przeciwnika, nazwanego na potrzeby opinii publicznej terrorystą. A
cóż osiągnęliśmy my? Najbardziej bezinteresowny naród świata?
Prawo finansowania uciekinierów, odsetki od kozackiego zadłużenia,
hojne darowizny na rzecz reżimu. Ach. Zapomniałbym na śmierć.
Amerykanie postanowili jakiś tydzień temu „wydalić” grupę
Kozaków z USA, bo to zwykli/niezwykli przestępcy. I dokąd to ich
chcieli pognać? Przecież nie na przedmurze europejskiego spokoju,
bo to byłoby barbarzyństwo. Ale czemu nie do Polski, która tak
chętnie przyjmuje wszelki element, byle wykazał się nieuleczalną
wrogością do gospodarza?
Zakapturzonej dziewczynie
rozszerzyły się nozdrza, kiedy przechodziła obok mnie. Złapała
trop. Nieco spłoszony szedłem szybciej, bo najwyraźniej polowała,
a wtedy lepiej przebywać daleko od głodnej samicy. Dalej było już
bezpieczniej, więc stanąłem na światłach. Po przeciwnej stronie
ulicy stały same kobiety. Wśród nich pani z pieprzykiem na
policzku, swobodnie patrząca z góry na czwarty krzyżyk. Własny. A
przecież elegancji i urody mogły jej pozazdrościć wszystkie,
łącznie z młódkami.