Siadły na poplonie
Strwożone wigonie
Przecież nie wygonię
Gdy po nieboskłonie
Jak w gęstym betonie
Snują się gamonie
Niech ktoś spyta o nie
Piekło go pochłonie
Moje są i koniec!
Tak sądzę. Wigoniom czas dać odpocząć po walce/ucieczce/trwodze – niech znajdą swój wigoniowy raj z dala od ciekawskich wzroku.
Młoda kobieta podróżuje o tej samej porze co ja, więc pewnie bezwiednie dozna paradoksu i w trybie przyspieszonym stanie się Starą Dobrą Nieznajomą. Może ja już dostąpiłem z Jej strony owego nie-poznania? Trochę się obawiam tej młodości, gdyż zauważona twarz, niewątpliwie piękna, zdaje się być wklejona pod długie, proste włosy. Dziś podsiadł ją pan rozlazły cieleśnie, więc ani drgnęła, oszczędzając siły na cykliczne kompletowanie oddechów, wklejona w bezdusznie zimną szybę. Na zewnątrz grasuje leśmianowskie Zjesieniałe Zmrocze i panoszy się mrucząc coś, bym zapomniał o złotej jesieni, bo teraz już tylko mżawka i inne spektakle zdecydowanie rzadziej chwalone przez poetów.
Wysoka dziewczyna poruszała się bez udziału świadomości, zatrudnionej do wnikliwej penetracji monitora. A przecież jej białe skarpety w gorące serduszka naciągnięte wysoko na ledżinsy (gdzieś usłyszałem taką wersję nazwy stroju) drobiły kroczki na zewnątrz. Czy to na nią warczał klaksonem kierowca? Wewnątrz dyskretnie i wytrawnie pachniało kwiatowym mydełkiem, ale podejrzewam, że to zasługa podróżujących pań, a nie MPK – wyrafinowany aromat zwykle kosztuje majątek, którego żal byłoby na wnętrze odwiedzane często i gęsto przez tych-co-nigdy-nie-docenią.
Pora na przesiadkę, więc tramwaj, a w nim? Miasto od kilku lat promuje rozmaite nieżyjące indywidualności, którym zdarzyło się choć zawitać tutaj, wywieszając tablice wewnątrz niektórych pojazdów – wcześniej trafiłem na Wandę Rutkiewicz, Adama Wójcika, Jerzego Kukuczkę, Marka Hłaskę. Dziś wylosowałem tramwaj pod wezwaniem Jerzego Grotowskiego i z miejsca zachwycam się cytatami dwujęzycznie zdobiącymi epitafium. Trafia do mnie szczególnie, wydłubany, niekompletny fragment byśmy się nie zgubili w tłumie, (…) ani pośród słów pięknie precyzyjnych. Wspominam pikantne opowieści mamy, dorabiającej sobie podczas studiów (nomen-omen) w studiu Grotowskiego i już mam dzień udany bardziej niż bez tego.
W tramwaju króluje mrok tekstylny, a jeśli nawet pojawiają się odmieńcy, to barwy noszą nieszczególne – gnilna zieleń, spłowiały błękit, zakurzony róż. Na ich tle, ostrzyżony na jeża budowlaniec jawnie pociągający piwko z butelki wygląda imponująco – jego robocze spodnie pysznią się żywą pomarańczą, której (jeszcze) nie zdążył pochlapać betonem, czy innymi budowlanymi ingrediencjami.
Rzeczny stwór nieznanej mi proweniencji zoologicznej wyprysnął powyżej nurtu. Znaczy pod spodem trwa utajone życie. Może i stwór sprawdzał, czy powyżej linii wodnej także trwa? Szmaragdowa sowa z wystawy Sklepiku Z Cudami dorobiła się narybku. Parka cudnie wytrzeszczonych piskląt ciekawie zerka na stado gołębi udeptujących granit chodników w nieustającym poszukiwaniu – paszy, partnerki, toalety… ale nie – nie zaglądajmy gołębiom głęboko pod spódniczki, czy inne kilty!
Zanurzam się w czeluść przechodniej bramy i wchodzę na kurs kolizyjny z molochem na kołach, szczuplejszym od pojemności bramy zaledwie o włos. Przeczekuję, wypatrując okazji do kontynuacji podróży i potykam się o reklamę z burty molocha. Eko-misja rzuca mi się w oczy, a jako wytrawny gracz w słowa natychmiast dostrzegam niebezpieczeństwo e-komisji i robię rachunek sumienia… wyrzucam plastik do żółtego… kupę robię uczciwie, po domowemu, rzadko na betonie i jeśli już, to z rumieńcem wstydu pakuję efekt w polietylen i spowiadam się z grzechu, albo choć biednym życie osładzam tym, co mnie przestało cieszyć. Patrol tak rozbudowany może wzbudzić trwogę nawet w niepokalanym serduszku. Obiecuję sobie, że nigdy, ale to nigdy nie pójdę zobaczyć, jak do dowolnego portu wpływa wielki kontenerowiec – powiedzmy MAERSK. Chyba posikałbym się z wrażenia, a preferuję wydalanie poza zasięgiem nienasyconej i żądnej sensacji publiki. Naprawdę wydalanie jest takie interesujące?
na koniec tablica V8 WOLF.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz