Kobieta
solidna drobiła kroczki jak sarenka doganiając autobus, a kiedy się
udało, okazało się, że jej towarzystwo nie odpowiada Śpiącej
Królewnie, która alternatywnie przymierzyła się do
Melancholijnego Karampuka i ostatecznie utknęła z jakąś
bezimienną szatynką. Parka Golemów (Golemica przecudnej urody)
pochrząkiwała do siebie wymieniając serdeczności i ploteczki
aksamitnym basem. Tańczący Z Mięsem hipnotyzował tył głowy
Blondyny, a Rumcajs dokształcał się wirtualnie, by przetrwać w
miejskiej dżungli, gdzie drzewa nie stanowią lasu. Krągła pani,
monitorowała zachowanie społeczeństwa w wątłej przestrzeni
chłodzonej przez kierowcę postojami mającymi nie tylko upuścić
nadmiar ciepła, ale zmarnotrawić sekundy pozyskane brawurową jazdą
na wprost.
Długonoga
niewiasta szła jakoś tak dziwnie, jakby miała lęk wysokości i
starała się trzymać pupę bliżej ziemi. Kawał chłopa truchtało
do autobusu kroczkami tak niepozornie zdobywającymi przestrzeń,
jakby chciało ustanowić rekord świata w liczbie kroków na metr
pokonanej przestrzeni. Graffiti bez polotu szpeci elewacje daremnie.
Jedynie napis VINKO wyglądał na ich tle jakoś. Jeden z kominów
elektrociepłowni wysyłał w niebo sygnały dymne, a drugi świetlne.
Miasto podstawia wielkie kontenery na bioodpady, w których zbiera
niewykorzystane wory z piaskiem. Ciekawe, czy zbudują z nich jakąś
piramidę, albo Kopiec Kościuszki?
Wiecznie
niedogolony chłop z psem równie niechlujnie wyglądającym, których
(w pakiecie) darzę niemiłością od pierwszego wejrzenia, wąchali
gówna na trawniku przylegającym do Rzeki, czym zakłócili spokój,
jaki mieszkał we mnie. Radio oferuje jakieś produkty, ostrzegając,
że nie jest to oferta handlowa, co budzi moje zdumienie – skoro
nią nie jest, to czym? Kłamstwem? Na trawnikach rosną kanie,
jednak rosną tam, gdzie psów jest więcej, niż źdźbeł trawy.
Siwowłosa pani z odbezpieczonym papieroskiem biagła ulicą, jakby
właśnie uciekał jej pociąg do raju. Rzadko kiedy można zobaczyć
tak dystyngowany bieg. Może dzisiaj był dzień biegacza? W kolejnym
autobusie natykam hrabiankę wracającą z tournée po sklepach, z
trzema, a może czterema siatami. Pani usiłowała zajmować dwa
miejsca, co udawało się dopóki miejscem interesowały się
nastolatki. Aż nadszedł on i nie odpuścił – Pan Od Archeo, tak
napompowany wiedzą, że jedno krzesełko wystarczało mu zaledwie,
żeby usiąść (oględnie mówiąc) półgębkiem. Hrabianka
wtłoczona całym dostępnym majestatem w panoramiczne okno uszy
miała czerwone przez całą drogę, a może i dłużej. Cóż.
Plotka osiedlowa głosi, że Pan Od Archeo uwielbia starocie, a
wyjątek czyni jedynie dla płci pięknej, u której uwielbia walor
pochopnej młodości.