niedziela, 18 stycznia 2026

Kluczył klucznik z Kluczborka, a włócznik włóczył się z włóczką.

 

    Gawrony opanowały brzozowe wierzchołki. W gąszczu płożących jałowców ptasia drobnica bawi się w chowanego. Kosy pogwizdują z ukrycia, a psy na sztywnych nogach rozglądają się, gdzie można w miarę szybko sobie ulżyć i wrócić w zacisze domowych pieleszy. Posiwiałe trawniki wyglądają, jakby tęskniły za zeszłotygodniowym śniegiem i nie cieszą się ze słońca, które nie grzeje. Na platanach niczym bombki wiszą zeszłoroczne nasiona.


    Kobiety wtórnej młodości w minispódniczkach i płaszczach odsłaniających kolana przemierzają Miasto spacerowym krokiem, na ogół w męskiej asyście. Mijam gruchota = terenówkę busa w spłowiałej zieleni o tablicach D8 SHREK, a na karoserii można poczytać tablicę ogłoszeń – Trener personalny, albo rajdy off roadowe. Dalej już nie czytałem. Na przystanku stoi matrona z butelką piwa i jąka się wyznając intymności partnerowi, który już zapomniał, że swoje piwko osuszył. Oblizuje się z nadzieją na udział w jej dawce szczęścia i łyka ślinę całkiem otwarcie. Pani w stłamszonej, wygasłej bieli biegła, niezbyt może szybko, ale miękko jako pantera. Wyglądała na przytulną, a szerokie biodra sugerowały, że mogłaby rodzić seriami. A na przystanku wysiadła pani i z rozpostartymi ramionami szła w stronę dwóch dziewczynek około dziesięciu lat. Gdy wpadły sobie w objęcia, zaczęły wszystkie podskakiwać i kręcić się w kółeczko – szczęście tryskało i było niemal fizycznie namacalne.

1 komentarz: