czwartek, 1 stycznia 2026

Renifery Renaty pływają po Renie.

 

    Gdy tylko natura zorientowała się, że rok się kończy, zrobiła przegląd zasobów i okazało się, że ma na stanie niewykorzystane śniegi! Więc poszło. Z góry najpierw wąskim ciurkiem, potem nieco śmielej, aż z chałup zaczęły wychodzić dzieciaki i brodzić w białozaspach. Zaspy małe, ale i dzieciaczki nie za wielkie, więc frajda i śmiech. Z tego wszystkiego noc nadeszła nieco rozmleczona, mglista, nie za czarna. Tubylcy (zapewne do spółki z obcymi) postanowili wzmocnić się niekoniecznie farmakologicznie, po czym, gdy już husarska krew w żyłach zagrała, wyszli na klatki schodowe poryczeć hasła noworoczne z życzeniami dla wszystkich i nikogo. Rozstrzelane fajerwerkami niebo pociło się, żeby kolory zmieścić i nie pomieszać, psom i kotom pewnie zaczęła doskwierać schizofrenia, niektórym senność zaburzyła, ale się udało przetrwać. Aż do rana. Bo rankiem cichość napadła świat i na całym osiedlu jakby śmierć przeszła, nikogo nie mijając. Pustynia. Najwyraźniej nawet psy zlały się w kojce, bo nie widać nikogo. Pewnie nie zdążyły nauczyć się otwierania drzwi, a dobudzić właściciela w śnie upojnym, to wielka sztuka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz