czwartek, 22 stycznia 2026

Skrawek krawata krawca.

 

W niedogrzanym autobusie siedziała pani z opaską, która nie miała chronić czoła przed chłodem, lecz zniewolić kłębiące się na głowie dredy. Skuleni, zapodziani we własnych głowach ludzie nie są dostarczycielami radości dla otoczenia, więc po paru nieudanych (zapewne nieuprawnionych) zerknięciach tu i tam, oddałem się gdybaniom i trafiło tym razem na akademiki. Miasto, ze względu na dużą liczbę uczelni wyższych, w tym tę dla niezbyt rozgarniętych polityków, gdzie dyplom „dostaje się za pochodzenie” – chodzisz i płacisz, aż nabawisz się magisterki, posiada także szeroką bazę bytową. Akademiki uniwersyteckie, jak przystało na brać humanistyczną posiadają nazwy niemal poetyckie – „Dwudziestolatka”, „Parawanowiec”, za to politechniczne obiekty za szczyt poezji uznały „Kredkę” i „Ołówek” – prostym porównaniem kształtu obiektów do analogowych maszyn piszących. Pozostałe, to już poważne, inżynierskie myślenie – weźmy na przykład T-6 – brzmi jak nazwa czołgu. I właśnie dziś wpada mi do łba, że ów akademik wręcz powinien zostać nazwany TSZÓSTKĄ! Jak sama nazwa wskazuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz