Oknem usiłującym zachować szczelność zerkam na zewnątrz. Zdumiewające. Wystarczy kilka stopni mrozu, żeby świat zwolnił, albo zastygł. Jeśli dołożę do tego spostrzeżenie, że upał działa podobnie na ludzką ruchliwość, ograniczając ruchy do absolutnego minimum wydaje się cudem, że w ogóle życie zaistniało, poruszając się w niezwykle wąskim paśmie temperatur.
Teraz? Na dwór wychodzą ci, którym odpadki kuchenne śmierdzą na tyle, że nie da się obok nich wytrzymać, właściciele psów i nałogowcy, którym akurat zabrakło do szczęścia. Psy, kiedy już wychodzą, to na paluszkach, oszczędnie szafując ogoniastą radością – sikają w pośpiechu modląc się, żeby mocz nie przeistoczył się w sople, bo poród kamieni nie należy do przyjemności. A przecież jeszcze nie jest ekstremalnie – prószy śnieg. Mizerny, ledwie widoczny, ale jednak. Gdy mróz krzepnie, o opadach mowy być już nie może.
Refleksje mam podobne, nie trzeba pandemii by świat opustoszał, my dziś jedyni na spacerze, może dlatego, że niedziela?
OdpowiedzUsuńnie - zima. niedziela to dobry dzień na spacery
Usuń