Na podwórku dzieciątko pulchne i grubo okryte różowatością buja się na huśtawce, albo przekłada plastikowe zabawki z jednej na drugą kupkę. Chyba jest mrozoodporne, jak również opiekunka malucha. Zabawa trwa w najlepsze, choć mróz nie odpuszcza, a czas mija. Dwie godziny, to chyba przesada, ale nie wnikam. Być może to hiperrealistyczna laleczka, a pani pokutuje za niegodne młodej mamy zachowania, bądź zamiary. Przypominam sobie wczoraj widzianego chłopca, niezbyt rozbudowanego konstrukcyjnie z olbrzymim tornistrem na plecach. Stał na przystanku wracając ze szkół i dla rozgrzewki tańczył i śpiewał z buzią, którą usiłował ukryć pod kołnierzem kurtki.
Psy sąsiada witają mnie szczekaniem, ale gdy widzą mnie po raz drugi jednego dnia, ignorują mnie doskonale. Nie wiem, jak to rozumieć, bo bez względu na zachowanie i tak budzą moją sympatie i uśmiech. W piekarni witają mnie, jakbym zaginął bez wieści i sugerują marcińskiego rogala za dwie dychy. Biorę, czemu nie. Sikorki uwijają się w gęstych koronach formowanych bez końca klonów i są tam bezpieczne przed podejrzanie ciekawskimi srokami. Sobotnie zakupy, cięższe niż te ze środka tygodnia wędrują do osiedlowych kuchni, a drobniuteńki śnieg udaje że nie pada. A jednak wszystko posiwiało.
Twój tekst, ma w sobie coś z codziennej, niemal poetyckiej obserwacji świata. Czuć w tym uważność na detale, które często umykają w pośpiechu życia, a które nadają rytm i smak codzienności.
OdpowiedzUsuńuwielbiam detale. małe sprawy, to małe radości ale i małe kłopoty. z małymi umiem sobie radzić, a radostkami cieszyć, jakby były większe.
UsuńU nas przez noc posiwiało, ale wiatr tak przykry, ze maleje ochota na podziwianie bieli...
OdpowiedzUsuńpodziwiaj z wysokości parapetu.
Usuń