piątek, 16 stycznia 2026

Turbulencje.

 

    Wszechświat pędził do przodu, chociaż kto go tam wie, dokąd pędził i czy w ogóle pojęcie przodu było mu znane.


    Doprecyzowując:


    Wszechświat pędził z prędkością, przy której każdy szanujący się policjant natychmiast odebrałby mu prawo poruszania się w przestrzeni publicznej i to bezterminowo. O ile zdołałby go zauważyć i powstrzymać, bo zwykła kolczasta blokada przy zauważalnym szaleństwie byłaby ciut za kuso skrojoną szykaną.


    Ponoć on stary ten Wszechświat, a zasuwa jak nastolatek do dziewczyny, po informacji, że jej rodzice właśnie wyjechali na tydzień i wreszcie pojawia się okazja, by ugasić pożar namiętności kosztem zaborczo strzeżonych cnót.


    Trudno uwierzyć, że za młodu ów twór zasuwał jeszcze szybciej. Nawet wśród niedowiarków zaczęły się pojawiać głosy, że w tym tempie powinien zaskoczyć Nieskończoność i dopaść jakiś jej słabszy punkt. Może nawet kres. To dopiero byłby psikus dla nauk ścisłych! A przecież w okamgnieniu pojawili się wytrawni eksperci, z dużą dozą pewności siebie wyjaśniający status quo i nadzieje na zrewolucjonizowanie tak matematycznych wzorów, jak i fizycznych możliwości.


    Zawrzało w szmatławcach tak analogowych, jak cyfrowych. Zaczęły się wyścigi o podbój emocjonalnych szczytów zainteresowania publiki wątkiem tyleż sensacyjnym, co nieco-(więcej jak)-dziennym. Walka o spazm czytelnika sięgnęła zenitu równie szybko, jak Wszechświat zbliżał się do krawędzi Nieskończoności.

    -Znawcy tematu i badacze pisma mylić się nie mogą!

    - Koniec Nieskończoności już we wtorek!

    - Bilety dostępne w przedsprzedaży na platformie PPV!

  - Okna z widokiem 3D+4K+HD+8XL, latające tarasy z antresolą, barem i motelem na zapleczu samoczynnie aktualizujące podgląd na panoramę, tapczany widokowe z dedykowaną stewardesą znającą nie tylko język miłości, wielkie ekrany o jeszcze większej rozdzielczości, w jakości, o jakiej Wszechświat nie śmiał dotąd marzyć, ale czego się nie robi dla Nieskończoności. Jedyna okazja na nieśmiertelność i to przed dwudziestą drugą!


    Licytacja pionierskiego spaceru na krawędzi nieskończoności przekroczyła możliwości zwykłych śmiertelników i teraz bój toczył się między Czołowym Magistrem Big Farmy i Prezesem Banku Światowego, który (jak się zdaje) zamierza sprzeniewierzyć rezerwy walutowe, a także aktywa zablokowane na poczet gwarancji wypłacalności Ziemi, by osiągnąć wymarzony cel. Każdy z nich chce jako pierwszy postawić stopę na granicy, by zareklamować się jako Number One.


    Co prawda w nadziei na zaszczyt Pierwszego Zdobywcy Nieznanego zęby ostrzą sobie również Szefowie Sił Specjalnych, usiłując zasiać ziarno niepewności w zakresie bezpieczeństwa i ryzyka nagłej napaści, używając słów-kluczy: rozpoznanie w walce, związanie ogniem, obserwacja-infiltracja-anihilacja-utylizacja, ubezpieczenie, zabezpieczenie, wsparcie, reakcja… aż gęsia skórka wyskakuje na tyłku, gdy pozwolić im sączyć grozę dłużej niż parę sekund.


    Spekulacje trwają również w Półświatku. Hazard rozkwita, jeśli coś rozkwitłego może z tego poziomu startować do kolejnego kwitnięcie (master level hard), zakłady o najtrafniejsze wskazanie daty i godziny, szemrane pożyczki w nadziei, że uda się nielegalnie przekroczyć granicę Wszechświata i zwiać z zyskiem bez dodatkowej dziury w czole po energetycznym zastrzyku ołowiem kaliber 9 mm.


    Tymczasem Wszechświat pokonywał kolejne eony, arogancko mijając strefy czasowe, zupełnie, jakby kalendarz, zegarek, czy cykl menstruacyjny wisiał mu i powiewał. Dążył? Bóg raczy wiedzieć. Może nawet zapomniał po co i dokąd tak pędzi, bo przecież robił to od tak dawna, że nie wiedział już, czy można inaczej.


    Na Ziemi do Ogólnej Histerii Pozytywnej dołączyli Potentaci Od Handlu Nieruchomościami. Po oszałamiającym sukcesie sprzedaży działek na Księżycu, czy Marsie, nie mogli przegapić możliwości zarobienia na Nierealnych Gruntach – jak zgodnie i błyskawicznie nazwali Ziemie Leżące Poza Granicą Nieskończoności. Parcele były już zasadniczo podzielone między najbardziej liczących się graczy, co poniektórych, przegranych, spotkały dziwne przypadki śmierci z przejedzenia, czy wypadki komunikacyjne z udziałem walca, czołgu względnie autonomicznego śmigłowca bez pilota. Jednego z Niedouczonych Adeptów Handlu Gruntami pożarł podobno wymarły trzydzieści milionów lat temu dinozaur z tych mniejszych, lecz wielce toksycznych. Sprawca (zarówno Mały Mięsożerca, jak i Pańcio spuszczający ze smyczy broń białą i wskazujący paluchem ofiarę z dedykacją: Bierz!) pozostał Nieznany, co mimochodem ostudziło zapędy Tych, Którzy Do Stołu Nie Zostali Zaproszeni. Tortu nie da się dzielić w Nieskończoność, szczególnie, gdy ta nadciąga błyskawicznie, a wtorek niemal u płota niczym starzejąca się kobyłka. Zero kompromisów, zażarta walka o prymat i bardzo chwiejne sojusze oświetlone dyskretnie pytaniem – kto kogo przechytrzy.


    Wszechświat zdawał się w ogóle nie mieć świadomości, jakie zamieszanie wywołał swoim pędem… O, przepraszam, nie tyle pędem, co dotarciem tego faktu do świadomości populacyjnej i związane z tym możliwości zarobkowania, względnie uniknięcia Karzącej Ręki Sprawiedliwości Ludowej. Pędził sobie beztrosko, mijając Rzeczy i Inne Rzeczy, a nawet Rzeczy-O-Których-Inne-Rzeczy-Wolały-Nie-Wiedzieć. Ziemia w tym wszystkim uczestniczyła niejako przez przypadek, zamotana w zaściankowy układ słoneczny gdzieś na peryferiach Istotniejszych Mgławic, które skądinąd również niewiele miały do powiedzenia. Porwana wiatrem historii Ziemia pędziła pędem Wszechświata do tam, skąd wrócić samodzielnie nie zdoła nigdy. Co tam nigdy – na tę okazję powinien powstać stopień wyższy od nigdy, a i to jeszcze mogłoby być detalicznym niedopowiedzeniem.


    Do akcji wkroczyły Światowe Mocarstwa. A kiedy do akcji wkraczają Światowe Mocarstwa, to są WKROCZONE nie na żarty, które kończą się przed ich wypowiedzeniem. Mocarstwa zabezpieczyły sobie wyjątkowo duży Kuluar, żeby negocjować/ustalać granice dopuszczalnych świństw i świństewek, grabieży, zaboru mienia, oszustw, a także nowych podatków i zakazów i nakazów administracyjnych mających prawnie uzasadnić apetyt Przyszłego Dysponenta i Wielkorządcy. Widmo wojny Międzygalaktycznej wciąż wisiało nad Starym Światem, a przynajmniej tak wyglądało to podczas Bilateralnych Rozmów na Arenie Międzynarodowej, za to w zaciszu sterylnego od medialnych plotek Kuluaru ekonomia, wojsko, Jedynie Słuszne Racje, Strefy Wpływów i Apanaże wypieszczone były już lepiej niż łono ekskluzywnej nałożnicy po wizycie pułku komandosów.


    Zasadniczo – Nic-Nie-Mogło-Źle-Pójść, gdyż zainwestowano w PROJEKT więcej kapitału, niż istniało na Świecie. Wysiłkiem Paru Wirtuozów Finansowych Dług i Odsetki od Długu Zostały Skapitalizowane Ze Znacznym Wyprzedzeniem, a Konsumpcja Przyszła Bilansowała Niedobór. Wszechświata oczywiście nikt nie informował, żeby go nie speszyć, nie rozproszyć, nie zdezorientować, gdyż do Naprawdę Wielkiego Wtorku (pierwszego w historii Ziemi) zostało jeszcze około trzydziestu jeden godzin, parę minut i sekundowa nieistotność…


    Ha! Nieistotność! I tu się właśnie przejechali Wielcy i Najwięksi. Spekulanci i Czarnoroboczy. Wszyscy się przejechali, a globalnie, to dopiero się przejadą i to zanim wtorek zapłodni umysły Globalną Gorączką widzenia z Nieskończonością. Do gry wkroczył NOWY GRACZ!


    I znowu potrzebne byłoby oficjalne sprostowanie – NOWY GRACZ był starszy od Wszechświata. A w zasadzie, to było ich WIĘCEJ. Niejaki Bóg spotkał się na piwku z tym Podejrzanym Indywiduum Losem. Wzrokiem koneserów zerkali na tyłek Pani-Ki i Panienki Od Gierek Dla Dorosłych i gdyby im się rączki nie zatrzęśli, to pewnie Wszechświat przemknąłby między kufelkiem a petycją… znaczy popielniczką pełną kurzu, który miał dopiero pojutrze oprószyć historię. Tymczasem Los zaklął, choć Pani-Ka popatrzyła nań karcąco, Bóg oderwał wzrok od Prześlicznej Pupki Pani Od Gierek i (ponieważ zesztywniał newralgicznie) wyprostował kopyta. Wystarczyło.


    Kiedy Bóg prostuje kopyta, nie ma siły, żeby skłonić Go do zmiany decyzji – tym bardziej, gdy newralgiczne rejony domagały się spełnienia (znaczy wyprostowania też, ale gdyby Pani-Ka była łaskawa coś zrobić z tym zesztywnieniem lokalnym w lokalu bądź poza nim, to hmmm…). Boskie lędźwie cierpiały od nadmiaru, więc stopy pokłusowały naprzód, żeby być jak najdalej od Niespełnień Boskich – ostrożne stopy wiedziały, że w-ów-czas łatwo zaliczyć kopa w DE, albo co gorszego.


    Wszechświat, jak ostatnia łajza, albo półślepiec w mroku nie dostrzegł Szanownego, a tym bardziej jego Manewrów Kończynowych. Może mu wzrok załzawił od tego pędu, a może miał za słabą rozdzielczość, czy refleks, grunt, że nabiegł na Boskie Stopy i wyrżnął na Pysk. I tu zaczął się Światowy Dramat.


    Kiedy Wszechświat pada na pysk – raptownie hamuje. A planety, gwiazdy i cały ten kosmiczny chłam, to nie pszczoły luzem, tylko masywne ciała posiadające Bezwładność. Ziemia hamując zapomniała o godności i przyziemiła zaraz za Boskimi Stopami, i w-ten-czas kulistość Ziemi należało już rozpatrywać w czasie przeszłym. Ziemia, jak Ziemia, leżała plackiem i wylały się jej wszelkie zasoby, słonych łez mnóstwo, trochę skwarek od węgla (nie diamentowego), tłuste plamy jak po pryszczach na nastoletnich gębusiach. Nic wielkiego. Ot, Płaskoziemcy mogli wreszcie już Tryumfować i Patrzyć z Góry na Tych, Co Wątpili.


    Ale Ci-Co-Wątpili (dla porządku – i Tryumfujący Płaskoziemcy) także przyziemili brutalnie, twardo i bezapelacyjnie. Pozdzierali kolana, do kości, rozkwasili nochale, a panie chytrze ustawione za Swoją Opoką Samozwańczych Dżentelmenów bezceremonialnie pchnięte wielkością fizyczną znaną już Newtonowi spadły im na grzbiety nie to, że chcący, ale roz-z-pędu. Gdyby tylko komuś były w głowie ekscesy zaliczyłby numerek życia.


    Lepiej nie powtarzać, co zakomunikował Bóg, gdy Wszechświat rozkwasił się na jego stopach niczym surowe jajo ciśnięte w Ministerialną Pychę. Pani-Ka i tak wcześniej już była zarumieniona, a Pani Od Gierek nie rumieniła się z zasady. Los niejedno już widział i wolał się nie chwalić co jadł z niejednego gara, więc milczał. Ktoś splunął, ale w takim gronie niebezpiecznie byłoby okazać dezaprobatę, a tym bardziej wypominać brak manier, więc ktoś musi Opisowi wystarczyć. A potem Bóg zdeptał Wszechświat pełen niespełnionych nadziei ambicji i pomysłów, wzruszył ramionami i powiedział.


    - Stało się. Trudno. Zbudujemy lepszy, ale nie teraz, teraz lepiej wypijmy jeszcze kolejkę, zanim się rozejdziemy co?

2 komentarze:

  1. Wow 😄! Twoja opowieść to prawdziwy rollercoaster Wszechświata – pełen humoru, chaosu i nieoczekiwanych zwrotów akcji! Każde zdanie zaskakuje i bawi, a jednocześnie pokazuje, że nawet kosmiczny pęd można opisać z wielką wyobraźnią. Świetna robota – czytając, czułam się jak pasażer na pokładzie Wszechświata, który sam nie wie, dokąd zmierza 🚀!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mogłaś sobie kupić działeczkę po drugiej stronie. albo choć miękkie lądowanie zapewnić.

      Usuń