W ramach poobiedniego
dłubania w zębach pomyślałem sobie leżąc nieskromnie na kanapie, że ten mój Stwórca,
to jednak jest gość. Może i ma lekko spaczone instynkty macierzyńskie, co
sugeruje, że dysponuje płcią z tych brzydszych, a może nawet pryszczem na nosie,
ale tak całkiem nieużytkiem, to nie jest. I złośliwością specjalną nie grzeszy.
Jeśli nawet uziemił kogoś gromem z jasnego nieba bez większego uzasadnienia, to
jednak nie na masową skalę, lecz selektywnie i w miarę dyskretnie, skrupulatnie
unikając służb mundurowych, czy mediów. Ślady własnej ingerencji starannie
zaciera, a potencjalnych świadków rozbraja zaburzając ich psychikę wizją
domniemanego raju, tak wyszukanego, że przestają być wiarygodni w zeznaniach.
Ten mój wielki,
niepoznany dotąd Tatko to chyba taki większy dzieciuch i to z bogatej rodziny,
która niedostatek miłości rekompensowała mu bezkresem zabawek. Pewnie na
osiemnastkę dostał wszechświat, żeby mógł sobie troszkę poeksperymentować bez
większego uszczerbku na majątku Protoplastów. Bo taki wszechświat, to
zasadniczo mnóstwo niczego. Takie powietrze w plastikowej butelce. Tylko nawet
bez powietrza, żeby przypadkiem coś nie wybuchło, albo nie zaraziło przez
prątkowanie sąsiadów szkarlatyną, dżumą, czy innymi wiatropylnymi nieszczęściami.
Choćby smród. Tkwi na ziemi, bo nie ma dokąd uciec, a tak gotów byłby wysmużyć
się do sypialni Staruszków i zakłócić im to, co staruszkowie wyczyniają, kiedy
dzieci nie widzą – bo ja wiem jak nie Ikebana, to pewnie Kamasutra, albo inna
Joga. Powietrze prócz smrodu ponieść jest gotowe również skargi, a kto chciałby
słuchać skarg, kiedy właśnie Szanowną Małżonkę kolanem ucapił i dech jej
skrócił bedeesemując w celach pomnożenia wyrafinowanej boskości na wieki
wieków? Taki zestresowany Potomek gotów się objawić udręczony pierworodnym
cierniem i runąć na świat jak siedem plutonów ciężkozbrojnych Jeźdźców
Apokalipsy, a każdy z czterema siatami pełnymi puszek Pandory i egipskich plag.
Nieliczne światy tkwią
w kosmicznej pustce tak rzadko, jak rodzynki w postnym serniku, a i światy wyglądają
zupełnie podobnie do tych rodzynek. Biedne, pomarszczone i wciąż wzdychające do
urody z okresu dojrzałości. Mumifikowana młodość – pewnie ten wszechświat na
promocji poszedł w jakiś Czarny Piątek, ledwie trzy dni przed końcem terminu
przydatności do spożycia i się zupełnie postarzał. W sam raz na pierwsze podejście
dla Żółtodzioba – jak zepsuje, to nie będzie żal. A, że zepsuje, to było niemal
pewne.
Pomiędzy zęby
wśliznęło mi się jakieś włókno i drażni, przyjemnie przypominając ledwie co
zakończony posiłek wysokobiałkowy. Młodziak zadbał o swoje stado. Lodówki
wymyślić jeszcze nie umiał, ale czego od Szczeniaka wymagać? Kto o lodówce
myśli, zanim się dorobi mięśnia piwnego? Grunt, że przewidział problemy z
aprowizacją narodu wybranego (do eksperymentu) i zabezpieczył paszę. W młodym
wieku nie zawsze ma się tyle rozsądku, żeby pamiętać, że mięso psuć się lubi i
to raczej błyskawicznie. I broni się zajadle. Dosłownie – jadowicie. Miał nas
jakoś nakarmić i przypilnować, żebyśmy się nie struli zbyt masowo stając się
gatunkiem wymierającym w konwulsjach i torsjach. Bo tymczasem jad kiełbasiany
wymyślił się sam nie czekając na czyjekolwiek błogosławieństwo, czy klątwę.
Dlatego właśnie paśnik musi być żywy i odnawialny. Żeby nikomu nie brakło.
Chytra sztuka ów Młokos.
Błogość i sytość
mijały się gdzieś w moich trzewiach, gazy szukały ujścia, a grawitacja namolnie
zapraszała mój dobrobyt w odmęty kanapy. Oczy kleiły się, jakbym je żelatyną
posmarował. Znikąd nadziei. Z tym mięsem spacerującym swobodnie aż do chwili,
gdy przyjdzie czas na pieczyste, to dobrze wymyślił. Trochę uciążliwie, po co
to tyle kształtów i kolorów? No i nóżki mógł zaprojektować krótsze, żeby tak
szybko nie uciekało. A te zęby? Szpony, kolce, jad? Poniosła go młodzieńcza
fantazja. Mógł opracować jakieś sześciany, czy kule w dziewięciu smakach i
wystarczyłoby. Chociaż…
Koneserzy chwalą sobie
rozmaitość. Wielobarwność i wielosmakowość. Rozpieszczeni grymaszą, szukając
subtelnych odcieni i przypraw nie z tej ziemi. Eksperymentują zaciekle i
wytrwale. Część tej różnorodności udało się już zeżreć do cna. I martwe
przepisy zasiedlają stare księgi. Nikt już nie odtworzy specjałów z braku
surowca. Delikatesy… Podobno w zeszłym roku udało się ludziom odprowadzić trzy gatunki
drobiu do przeszłości. Pewnie z rybkami było podobnie. Przepuszczone przez
jelita nie potrafią dłużej pływać. Co ten Młodzian myśli? Znudziło mu się?
Wietrzy spiżarnię? Zapomniał o nas? Poszedł pewnie pograć w bilard, albo za
dziewuchą jaką oczami powłóczy i nie widzi, że skrajne ubóstwo grozi ludzkości.
Tylko patrzeć, jak skończy się rozpusta i nawet najzdolniejszy kucharz będzie
miał kłopot z dwunastodaniową ucztą. Mógłby już wrócić i reaktywować zapasy.
Inaczej przyjdzie pościć.
Gazy? Czy aby nie za dużo reklam ogląda smakosz mięsiwa? ;-)
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle, Stwórca jest kobietą.
gazy - ludzka rzecz.
Usuńa boską płeć po czym rozpoznajesz?
Po fochu z Rajem. Najpierw dała ludziom luksus nic nierobienia, a potem wyrzuciła na zbite twarze, żeby tyrali od świtu do nocy.
Usuńwolę się nie wypowiadać na temat focha. pewnie masz większą wiedzę.
UsuńMiliony przepisów i setki szkół kucharskich, a na co dzień w naszej kuchni schabowy z ziemniakami...
OdpowiedzUsuńotóż to. za dużo teorii, a za mało nagich faktów na talerzach.
Usuń