sobota, 30 sierpnia 2025

Strułem strumień struną trudu.

 

    Pogoda od rana testuje własne możliwości, a może przechodzi egzamin kompetencji. Pokropiło, poświeciło, spochmurniało i znów w stronę bezchmurną. Samolot (zapewne stealth) wykorzystał okazję i przemknął niepostrzeżenie, choć nie bezgłośnie. Zupełnie odwrotnie jak psy, których kroku uchem wychwycić nie sposób, ale merdanie kuperków (złośliwie powiem, że parodiujących ruch kuperka onej istoty na drugim końcu smyczy) skłaniało do uśmiechu.


    A tu przecież sobota, czas wielkich zakupów, prania i sprzątania tego, co w tygodniu nie zdołało się zachować w niepokalanej czystości. Czas dzieci popychanych na huśtawkach, wekowania pomidorów, czy papryki, seksu, któremu wreszcie nie zakłóca spełnień zegarek, słodkiego nic-nie-robienia z językiem zanurzonym w szparze między zębami, gdzie utkwiło coś, czego nikt się nie spodziewał, a w telewizji jakiś film starszy od oglądającego, albo program pokazujący cudze ogrody, względnie talent do remontu chałupy. Z godziny na godzinę powietrze gęstniało, aż stało się lepkie i żeby je rozkleić wentylator musiał nieźle popracować. Krok swobodniejszy, niespieszny, pozwalający głowie na bezkolizyjne zwiedzanie tego, co nad głową. I tylko chichocące wróble grają w klasy na chodniku, nieco zgorszone, gdy ktoś im na chwilę przerwie zabawę.


    PS. Wczoraj, w autobusie, malutka dziewczynka, bynajmniej nie szeptem, zaskoczyła swoją mamę tekstem – mamo, a ta pani ma brodę! NA chwilę w autobusie zapanowała konsternacja. Skondensowana ciekawość, walcząca z pokusą, by odwrócić głowę i sprawdzić naocznie zjawisko.

1 komentarz:

  1. W sobotę od samego rana to ja zaczynam...trzydniówkę. Nie lubię poniedziałków, bowiem...
    właśnie kończę zaczynanie...
    starego fotela nie dałem rady porąbać, a jutro niedziela...
    riplej

    OdpowiedzUsuń