poniedziałek, 7 listopada 2022

Nim dzień wynurzy się spod pierzyn nocy.

 

Mimo że mrok, kosmos pocięty wstęgowymi chmurami tworzącymi schody, po których będzie się wspinało słońce, gdy wreszcie obudzi się zmarznięte. Samochody selektywnie, w rytm moich kroków, zbliżają się do przejść dla pieszych na osiedlowych uliczkach, ale ja wiem, że czekały w ciemnościach gdzieś poza zmysłami, namolnie atakując strefę intymną ledwie zwęszą kurs kolizyjny, i wybałuszają na mnie zimne, niebieskie oczodoły reflektorów. Na przystanku lokalna Pani Frau – rozchełstana tekstylnie, w gorączce (nie tylko) sobotniej nocy demonstrowała zachłanne tatuaże, które skolonizowały jej klatkę piersiową. W trampkach o rozmiarze zbyt małym do dźwiganej postury, na klawiszach płyt chodnikowych, grała Poranek Griega, względnie coś równie delikatnego. Ludzkość spiętrzona brzuchu motoryzacyjnego lewiatana ogrzewała wnętrze ciepłymi jeszcze wspomnieniami i marzeniami zbyt odważnymi, żeby mogły w świetle dnia zabłysnąć. W zubożałych koronach drzew ptasia drobnica śpiewała pieśni skomponowane dopiero-co. Jeszcze wczoraj nieistniejące arie świeżo zatrudnionych na osiedlu sopranów spętała moją wolę i kazała zatrzymać się, aby posłuchać uwertury (o dziwo) niezakłóconej impertynencją lokalnych mopsów.

3 komentarze:

  1. Bardzo poetycko, chociaż trochę niepokojąco wynurza się ten dzień ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak mawiała pewna pani pozbawiona uczuć - taki mamy klimat!

      Usuń